Katarzyna Krenz, Jan Zieliński

ZBIERANIE ISKIER 

Historia pewnej martwej natury 

(Collecting Sparks. A Story of a Certain Still Life) 

Gdansk, Bern. Tytuł. 3(43)2001 

Date: Thu, 26 Oct 2000 09:34:11 +0200
From: Zielinski zielinski@econophone.ch
To: jkrenz@pg.gda.pl

Szanowna Pani,
dzięki uprzejmości Antka Pawlaka mogłem (po starej znajomości) zapoznać się na targach we Frankfurcie z Pani tomem "Z nieznajomą w podróży". Spodobała mi się ta poezja, a dodatkowo zaintrygowała mnie informacja o wydanym we Włoszech tomie "La Tour". Otóż od dłuższego czasu zajmuję się problematyką ekfrastyczną, przede wszystkim na materiale romantycznym, ale interesuje mnie też, jak związki z malarstwem przebiegają w poezji współczesnej. [...]
Proszę zatem o przysłanie tego tomu lub podpowiedź, jak mogę wejść w jego posiadanie.
[...]

Z wyrazami szacunku
Jan Zieliński
 

Date: Fri, 27 Oct 2000 10:22:14 +0200
From: Krenz <jkrenz@pg.gda.pl>
To: Zielinski <zielinski@econophone.ch>

Drogi Panie,
miło mi Pana poznać tą drogą. Dziękuję za zainteresowanie moim tomikiem.
Wiersze "La Tour" - oczywiście, prześlę je Panu pocztą. Ale zanim to uczynię, opowiem Panu krótko, jak to z tą wieżą było. Zatelefonował do mnie mój przyjaciel z dzieciństwa - fotograf, mieszkający w Paryżu - z propozycją, bym do jego albumu fotografii napisała wiersz? może parę wierszy? Miały być o wieży. O wieży Eiffela. I co ja na to.
Więc ja na to najpierw się zgodziłam, a zaraz potem popadłam w straszliwy popłoch. Nigdy nie pisałam na zamówienie. Zwłaszcza wierszy do określonych obrazów. Wiersze zawsze do mnie przychodziły same, nie wiadomo skąd, i nawet jeśli były o obrazach - o Christinie Andrew Wyetha, o pejzażu z muzeum Ufizzi we Florencji czy o takim Mehofferze z ogrodem zimowym - to było to na zasadzie impulsu pamięci, a nie bezpośredniego dokładania słów do tego, co oglądało oko. A tu już poczta francuska w ścisłej kooperacji z polską wiozły do mnie kopertę z fotografiami naszej wieży. Jeszcze parę dni i z koperty wysypie się cały pęczek stalowych wież i naszpikuje mnie detalem.
Czas naglił, niemal widziałam listonosza z tą nieszczęsną kopertą w garści. Pamiętam, była niedziela. Już zasypiałam, kiedy nagle przyszło mi na myśl, że może mogłabym najpierw zabawić się w wywołanie ducha wieży, zobaczyć ją, że tak powiem, telepatycznie, a dopiero potem skonfrontować pamięć i wyobraźnię z obrazem? Do rana napisałam wszystkie wiersze, które następnie weszły do naszego wspólnego albumu. A kiedy przesyłka z fotografiami wreszcie dotarła, nie mogłam uwierzyć własnym oczom: nawet pająk tam był, który u mnie za chwilę zapadnie w sen zimowy…
[...]
Serdecznie pozdrawiam, Katarzyna Krenz
 

Date: Fri, 27 Oct 2000 11:01:31 +0200
From: Zielinski zielinski@econophone.ch
To: Krenz krenz@pg.gda.pl

Pani Kasiu,
okazuje się, ze intuicja mnie nie omyliła. Czytając takie wiersze, jak choćby "Sen o Florencji" czy "Portret Christiny", wyczuwałem, że musi mieć Pani głębszy stosunek do malarstwa niż większość poetów współczesnych.
[...] Ostatnio pracuję nad habilitacją o związkach czterech wieszczów ze sztuką. Ale pogranicze malarstwa i literatury interesuje mnie od lat, czego efekty można przeczytać choćby w książce zbiorowej "Projekt - szkic - bozzetto" pod red. M. Poprzęckiej, w katalogu wystawy Meli Muter w Muzeum Narodowym w Warszawie albo w katalogu wystawy Hilarego Krzysztofiaka w Zachęcie. Ostatnio, tuż przed Frankfurtem, miałem referat o wierszach ekfrastycznych Wata na konferencji o Wacie (Darmstadt).

Serdecznie pozdrawiam
Janek Zieliński
 

Date: Sun, 29 Oct 2000 12:03:05 +0100
From: Krenz <jkrenz@pg.gda.pl>
To: Zielinski <zielinski@econophone.ch>

Drogi Panie Janku,
Dziękuję za list.
[...]
Obrazy i słowa... Może to dlatego, że w tej naszej rzeczywistej "teorii chaosu", jaką jest życie, nie istnieją stany czyste - tylko obrazy, tylko muzyka, tylko słowa - dlatego do ich postrzegania - i do ich wyrażania - posługujemy się kilkoma zmysłami naraz?
[...]
Napisałam ostatnio cykl wierszy, w których "ucieram farby" do obrazów - tak to nazwałam sama dla siebie, gdyż pisząc, starałam się dobierać  „kolory” słów do kolejnych wierszy-obrazów-przestrzeni-wnętrz-scen. Ale nie jest to dosłownie opisywanie obrazów - taki wiersz (o konkretnej martwej naturze) jest tylko jeden – tym razem chodziło mi naprawdę o malowanie słowami. Mogę Panu te wiersze przesłać, ale to będzie "za chwilę", bo muszę im się jeszcze trochę poprzyglądać, a na razie mam bardzo pilne tłumaczenie na wczoraj i pośpiech nie nastraja mnie zbyt poetycko.

Do usłyszenia,
kasia krenz
 

Date: Sun, 26 Nov 2000 21:41:23 +0100
From: Krenz <jkrenz@pg.gda.pl>
To: Zielinski <zielinski@econophone.ch>

Drogi Panie Janku,
przesyłam drobną "martwą naturkę" z jesiennym pozdrowieniem.
Czy koperta doszła?
kk
Katarzyna Krenz, Wyjście z cienia
martwa natura
   dla mojej siostry Ewy

cytryna czasu
żółtą spiralą
owija
owoc granatu
i dojrzałą figę
przekrojoną na pół

obok
wyłaniają się z mroku
nabrzmiałe od soku
zwarte grona
zielonkawych dni
fioletowych nocy

na brzegu talerza leżą
pestki słów
pozbawione miąższu
wydane na łaskę i niełaskę
niepewnego powrotu
do ziemi
 

Date: Sun, 26 Nov 2000 22:20:02 +0100
From: Zielinski <zielinski@econophone.ch>
To: Krenz <jkrenz@pg.gda.pl>

Droga Pani Kasiu,
owszem koperta doszła, wielkie dzięki. Nie odpisałem od razu, bo dopiero wczoraj wróciłem z Polski i zastała mnie spora kupka poczty.
Czy martwa natura ma konkretny "podkład" ikonograficzny?

Serdeczności
Janek Zieliński
 

Date: Sun, 03 Dec 2000 16:44:23 +0100
From: Krenz <jkrenz@pg.gda.pl>
To: Zielinski <zielinski@econophone.ch>

Drogi Panie Janku,
przepraszam, nie odpisałam od razu, ale byłam trochę chora, a moja odpowiedź wymagała pewnych kroków. Bo z pamięcią to jest tak, jak się zaraz okaże.
Zadał mi Pan proste pytanie: co to za martwa natura? Tytuł? Malarz?
Gdzie ją zobaczyłam?
No, a ja miałam do powiedzenia jak zawsze to samo, kiedy ktoś mnie pyta o źródła dla moich wierszy – nie wiem, nie wiem. Nie wiem!
Minęło parę dni. Na chorowaniu, ale i na myśleniu.
A jednak czasem udaje się otworzyć jakąś furtkę.
Nieoczekiwanie przypomniały mi się takie dwie kwadratowe niemieckie książki z wklejanymi obrazkami, wprawdzie słabej jakości i niewielkich rozmiarów, ale kolorowymi. I niezmiennie ta sama scena: owinięte gardło, zapach kamfory, łóżko w dziecinnym pokoju obłożone zabawkami i wycinankami (bawiłam się w teatr, wycinając kukiełki i dekoracje z błyszczących papierków od czekoladek) - i te dwie kwadratowe książki w miękkiej oprawie ze sztywnym czarnym grzbietem, które Mama wciska mi do "czytania", żebym nie marudziła. Miałam wtedy pięć, może sześć lat.
Tyle obrazów z dzieciństwa. Ale co to były za książki?.
Napisałam do mojej siostry. Tak, dobrze zapamiętałam, ale ona tych książek nie ma,  może znajdę je w mieszkaniu Rodziców. Pojechałam i – były! Dwie. Kwadratowe. Niebieska i jasnobrązowa. Z czarnymi grzbietami. "Die Malerei des Barock" i "Die Malerei der Gotik und
Früh-Renaissance". Stopka: 1940 by Cigaretten-Bilderdienst Hamburg-Bahrenfeld. Printed in Germany. Wissenschaftliche Bearbeitung und Text von Hermann Wiemann, Berlin.
Takie prawdziwie prawdziwe „poniemieckie” książki: w wielu miejscach ilustracje powyrywane, pierwsza strona w Renesansie też wydarta...
Szukam "mojej" martwej natury. Początkowo myślałam, że to mógł być Claesz., wszystko by
się zgadzało, i wężyk cytrynowej skórki, i błyski na pestkach owoców czy kulkach winogron, i porcelanowy talerz (niebieski wzór?), i pewnie jeszcze, jak to zwykle u Holendrów, jakieś cenne szkła.
Tymczasem w książce jest tylko jedna ilustracja z „taką” martwą naturą, ale to na pewno ona, na str.93:
Willem Kalf, Stillleben mit chinesischer Schale. Berlin, Kaiser-Friedrich-Museum.
Muszla nautilusa oprawiona w formie kielicha. Talerz, porcelanowy - jest niebieski wzór! – a na nim brzoskwinie i połówka granatu z koralikami pestek, w głębi obok nautilusa jakieś szklane naczynia – bardzo źle widoczne - widać właściwie tylko bliki i połyski. Na pierwszym planie cytryna ze spiralą skórki... W tekście na tej samej stronie, obok reprodukcji, pojawia się nazwisko Claesza, którym Kalf był zafascynowany, stąd u niego takie martwe natury.
Więc zapomniałam o nautilusie - ale to z pewnych powodów "freudowskich", o których może kiedyś - dodałam natomiast figę, gdyż miała być „prezentem” dla mojej siostry, której wiersz jest dedykowany, dobrze zapamiętałam też ciemny owoc granatu z mnóstwem pesteczek. W lewym dolnym rogu leży jakieś misternie ryte w srebrze? w złocie? otwarte pudełeczko.
Tak więc teraz już mogę odpowiedzieć na Pańskie pytanie!

Pozdrawiam
kasia krenz
 

Date: Sun, 3 Dec 2000 23:36:53 +0100
From: "Zielinski" <zielinski@econophone.ch>
To: "Krenz" <jkrenz@pg.gda.pl>

Droga Pani Kasiu,
po prostu uwielbiam takie odpowiedzi. O to właśnie mi chodziło: wytropić konkret, który legł gdzieś u podłoża przeżycia poetyckiego. Czasem może to zrobić historyk literatury, ale węzełki mają często pochowane końce, więc najlepiej jak autor żyje i może się aktywnie włączyć. A i Pani pewnie się taka konfrontacja z przeszłością jakoś tam do czegoś przyda. Bardzo, bardzo dziękuję. Spróbuję odszukać w szwajcarskich bibliotekach to wydanie, a jak nie, to chociaż dotrę do reprodukcji obrazu.

Moc serdeczności
Janek
 

Date: Mon, 04 Dec 2000 10:45:37 +0100
From: Krenz <jkrenz@pg.gda.pl>
To: Zielinski <zielinski@econophone.ch>

Drogi Panie Janku,
To ja powinnam Panu podziękować. Nie ma Pan pojęcia, jakie to było dla mnie przeżycie.
Najpierw się przestraszyłam. Naprawdę. Bo jak tu odpowiedzieć na pytanie pana Janka o konkret, skoro ja sama nie wiem. Bo moich wierszy najpierw nie ma, a potem są. Za mgłą
widzę jakieś obrazy i albo uda mi się je pochwycić za ogon i zmienić w słowo, albo dalej enigmatycznie tkwią w bezkształtnym cieniu dźwięków i kolorów.
Wróciłam z Warszawy przeziębiona i bez głosu. Owinięta szalikiem szyja, drapanie w gardle, zapach kamfory, smak miodu... Wzięłam ze stołu stos książek, żeby odstawić je na półkę, kiedy nagle ta sytuacja wywołała podobną scenę z przeszłości.
Jeszcze miałam opowiedzieć Panu o nautilusie. To była w naszym domu taka muszla mityczno-metafizyczna. Niespełnialne marzenie naszej Matki. O starożytności, o pięknie, o obrazach w różnych muzeach świata, do których nigdy nie dotarła, i pewnie nigdy miała nie dotrzeć. Kiedyś pojechałam zagranicę i kupiłam jej takiego nautilusa w prezencie. Był kremowobiały, nieoszlifowany, z brązowymi wężykami przechodzącymi w czerń u nasady zawijasa. Potem w Anglii znalazłam polerowanego - cały lśniący i perłowy.
Teraz ten perłowy stoi u mnie na półce przy biurku, patrzę na niego codziennie. Jest realny. Marzenie spełnione. Nie muszę nic łapać z powietrza niebytów, żeby go opisać.
Niebytem jest wspomnienie domu rodzinnego, Matki, i ta martwa natura Kalfa. Ametysty i seledyny winogron, fiolety świeżych fig i złoty wężyk cytryny.
Jeszcze raz dziękuję.

Do usłyszenia
kasia
 

Date: Wed, 24 Jan 2001 23:04:33 +0100
From: "Zielinski" <zielinski@econophone.ch>
To: "Krenz" <jkrenz@pg.gda.pl>

Pani Kasiu,
dawno się nie odzywałem, ale różne prace inne jakoś mnie odciągały. Co nie znaczy, że nie myślałem o obrazie Kalfa. Tej akurat książki w Bernie w zbiorach publicznych nie znalazłem. Ale bardzo mnie to nie zdziwiło, bo zdaje się był to album dla kolekcjonerów czekoladek, a takie rzadko do bibliotek trafiają. W "Martwej naturze" Charlesa Sterlinga, która niedawno pięknie została po polsku wydana, jest kolorowa reprodukcja dość podobnego obrazu tegoż malarza. Ale jeszcze podobniejszą znalazłem w sieci, w kolekcji znanego szwajcarskiego mecenasa sztuki (i handlarza bronią). Adres:
www.buehrle.ch/bio.asp?lang=e&id_pic=155
Proszę tam zajrzeć i powiedzieć, czy to tamten berliński obraz, czy jakaś jego mutacja. Kalf malował bardzo wiele podobnych ujęć.

Tyle na dziś. Serdecznie pozdrawiam
jz
 

Date: Sun, 28 Jan 2001 23:40:50 +0100
From: Krenz jkrenz@sw.pl
To: "Zielinski" zielinski@econophone.ch

Panie Janku,
Nie, jednak handlarz bronią kupił sobie innego Kalfa. Sprawdziłam też w sieci muzea berlińskie. Ani śladu po "naszym" obrazie. Co się z nim stało? Jeszcze w 1940 był w tamtejszym Kaiser-Friedrich-Museum! Czy to możliwe, że ktoś go gdzieś wywiózł, sprzedał? Ukradł?
Wysyłam panu skan z mojej książki - żeby Pan zobaczył, czego szukamy.
Proszę dać znać, czy spinacz przeszedł i w jakim stanie, dobrze?

pozdrowienia
kk

Willem Kalf, Martwa natura z chińską wazą


Subject: Re: Skan obrazu
From: "Zielinski" <zielinski@econophone.ch>
To: <Kasiakrenz@poland.com>
Date: Friday, February 23, 2001 - 17:15:40

Pani Kasiu, dziękuję za przysłany skan. Nie, to nie ten sam obraz, już nawet wzajemne ułożenie głównych przedmiotów jest inne.
Szukam dalej.

Wszystkiego dobrego
jz
 

Date: Wed, 28 Mar 2001 19:02:38 +0200
From: "Zielinski" zielinski@econophone.ch
To: Kasiakrenz@poland.com

Droga Pani Kasiu,
dziś z biblioteki Seminarium Historii Sztuki wziąłem sobie pierwszą i bodaj jedyną monografię Willema Kalfa, pióra Luciusa Griesebacha (Berlin 1974).
"Nasz" obraz ma w katalogu nr 112 (Stilleben mit Nautiluspokal, Glaspokal, Obstchüssel und Gläsern") był w kolekcji Adolfa Thiema, najpierw w Niederschöneweide, potem w San Remo, w roku 1904 został zakupiony do berlińskiego Kaiser-Friedrich-Museum, spłonął w roku 1945. Kilka jego kopii różnych pędzli znaleźć można w Antwerpii, w Sztokholmie, w Berlinie i w
Amsterdamie. Natomiast następny numer w katalogu, ręki Kalfa, niemal identyczny z tym, jest od XVIII w. w Moskwie (muzeum im. Puszkina). Wedle katalogu z 1906 datowany na 1661 - dziś data już się nie da odczytać.
Tyle faktów. Niestety, w monografii, gdzie o obrazie berlińskim jest mowa bodaj dwa razy (s. 116 i 131) poza porządkującymi uwagami o wzajemnym ustawieniu przedmiotów i o roli porządkującej osi środkowej nic ciekawego nie znalazłem. Z opisu wynika, że po lewej stronie stoi Römer oraz leży kieszonkowy zegarek.

Serdecznie pozdrawiam
Janek Zieliński
 

Date: Thu, 29 Mar 2001 18:47:40 +0200 (CEST)
From: Kasiakrenz@poland.com
To: "Zielinski" zielinski@econophone.ch

Drogi Panie Janku,
Bardzo dziękuję za list.
Nie potrafię wyrazić, jak bardzo się przejęłam tym, co Pan znalazł. Nie mogłam zasnąć - wciąż
widziałam ten płonący obraz w zbombardowanym Berlinie. Wróciłam do mojego „pudełka czekoladek” z dzieciństwa: czy to możliwe, że już nigdy się nie dowiem, co kryją te przyciemnione marginesy marnej – wojennej! - ilustracji? Tak, w lewym rogu rzeczywiście
leży zegarek – "cebula" z otwartym wieczkiem, na błękitnej wstążeczce. Dziwnie pomyśleć, że "pierwsza i bodaj jedyna monografia Willema Kalfa", jak Pan pisze, wyszła spod pióra Niemca. I że wydano ją w Berlinie - w tym samym mieście, gdzie spłonął "nasz" obraz.
Prawdziwie martwa natura...

Pozdrawiam melancholijnie
KK

PS Przyjrzałam się pod światło: tam w głębi stoi więcej szkieł - właśnie szkieł, bo naczynia
wyglądają na cieniutkie i delikatne, a nie rżnięte z grubego kryształu. Rzeczywiście, w Römerze po lewej połyskuje wino, a dalej za nautilusem stoi wyższe naczynie, chyba też na nóżce, z baniastym wieczkiem, trochę takim jak kopuła cerkwi. I jeszcze po prawej stronie, jakby tuż nad porcelanowym talerzem z niebieskim wzorem - coś na kształt niewielkiego pucharka do lodów. Czy wtedy jadano już lody? K.
 

Date: Thu, 29 Mar 2001 21:55:24 +0200
From: "Zielinski" zielinski@econophone.ch
To: Kasiakrenz@poland.com

Pani Kasiu,
przepraszam za nocne niepokoje - nie były one moim zamiarem.
Wszak 4 grudnia pisała Pani:
„Niebytem jest wspomnienie domu rodzinnego, Matki, i ta martwa natura Kalfa. Ametysty i seledyny winogron, fiolety świeżych fig i złoty wężyk cytryny…”
Więc jakoś myślałem, że Pani wie, że tego obrazu nie ma (choć zarazem jest - jego autorska replika w Moskwie).
Praca Griesebacha to jego doktorat z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie w roku 1971. O narodowości autora nie piszą, ale jakby był Szwajcar, to by się pochwalił skąd jest.
Przyglądam się dokładnie reprodukcji i widzę, od lewej: cebula zegarka, Römer, potem jakby wyskakujące z wody rybki, ale to chyba liście brzoskwiń, potem szklany puchar z przykrywką jak kopuła cerkwi, nautilus, za nim wysoki wąski kieliszek (w opisie: Flötglas), na prawo pucharek, ale z cienkiego szkła, jakby złożony z płatków - na napój owocowy czy sorbet.
Na s. 116 autor opisuje obraz berliński i moskiewski razem z trzecim, podobnym, alzackim. Czy Pani czyta po niemiecku? Jeśli tak, to przepisze ten kawałek (pół strony).

Życzę spokojnej nocy
jz

PS. Obrazu nie ma, ale został wiersz.
 

Date: Fri, 30 Mar 2001 22:25:44 +0200 (CEST)
From: Kasiakrenz@poland.com
To: "Zielinski" zielinski@econophone.ch

Panie Janku,
Przepraszam, jeśli zabrzmiało to zbyt dramatycznie. I pewnie trochę "niewspółmiernie" w
zestawieniu z "bólem świata" - ale jakoś ten płonący obraz naprawdę mnie zabolał.
Jeszcze raz próbuję przebić mroczne cienie na reprodukcji. Tak, to rzeczywiście są listki, chyba
tej brzoskwini z pierwszego planu. W Römerze lśni białe wino - złote – riesling? muskat? a może miłe słodkie moelleux z późnego winobrania? Ten szklany wysoki puchar z cerkiewką wieczka, może faktycznie jest smukły, a nie pękaty, ale nie widzę dokładnie, tam w głębi jest już noc. A za to ten pucharek po prawej - tak, może do sorbetu - wygląda jak kwiat lotosu albo anemon.
Niestety, nie czytam po niemiecku, tylko po francusku i angielsku, ale od niemieckiego mam
fachowców w rodzinie, na pewno mi przetłumaczą te pół strony tekstu, proszę więc mi go przesłać, dobrze?

Dobranoc. I dziękuję.
kk
 

Date: Sat, 31 Mar 2001 13:32:10 +0200
From: "Zielinski" zielinski@econophone.ch
To: Kasiakrenz@poland.com

Droga Pani Kasiu,
oto cytaty, o które Pani prosiła. [...]
Czuję, że nasza wymiana zdań na temat "martwej" Kalfa powoli nabiera ciężaru jakiegoś artykułu, który moglibyśmy wspólnie napisać. Na przykład, do "Tytułu" Krysi Lars.
Co Pani na to?

Serdeczności
jz
 

Date: Mon, 2 Apr 2001 10:52:33 +0200 (CEST)
From: Kasiakrenz@poland.com
To: "Zielinski" zielinski@econophone.ch

Drogi Panie Janku,
Książka za książkę, cytat za cytat. Poniżej fragment z mojego wojennego „pudełka czekoladek” (wciąż nie mogę się nadziwić zawiłemu meandrowi, który jednym Niemcom kazał wieszać obrazy w muzeach i pisać o nich monografie, podczas gdy inni z lekkim sercem wystawiali je na pastwę płomieni).
„[...] naprawdę doskonałe przykłady martwych natur zawdzięczamy dopiero malarzowi urodzonemu w Amsterdamie, Willemowi Kalfowi (1622 –31 lipca 1693), o którego życiu, wykształceniu artystycznym i dokonaniach niestety prawie nic nie wiemy. Jego wczesne martwe natury z lat 1643-44 - przedstawiające stoły śniadaniowe z prostym posiłkiem, szklane naczynia i dzbany ze srebra lub cyny – [...] swymi szaro-brunatnymi tonami i rozkładem świateł i cieni wskazują już wyraźnie na wpływy Rembrandta. Z czasem, pod wpływem bogatych kolorystycznie obrazów wielkich mistrzów, również obrazy Kalfa staną się bardziej nasycone i wykwintne, zarówno pod względem doboru barw, jak i zestawienia przedmiotów. [...] Ze znacznej liczby obrazów tego rodzaju przedstawiamy tutaj znajdującą się w Berlinie "Martwą naturę z chińską misą" (65-54 cm). Na kamiennym stole, z którego częściowo odsunięto dywanową narzutę, zobaczyć możemy chińską misę fajansową przyozdobioną błękitnym wzorem, na której spoczywają pachnące brzoskwinie i cienki plasterek melona [sic! a przecież to owoc granatu]. Obok misy leży na wpół obrana ze skórki cytryna wraz z nożem do owoców, a wszystko ustawione jest na bogato zdobionej srebrnej tacy. Ponad tą grupą przedmiotów wznosi się połyskujący perłowym blaskiem puchar z nautilusa i kilka wspaniałych naczyń szklanych, w których czerwono i złoto połyskuje wino. Na lewo od tacy, obok misternego zegarka kieszonkowego stoi brzuchaty Römer, centralnie zaś, w głębi sceny – wysmukły puchar z weneckiego szkła, z pękatą pokrywką. Wreszcie całkiem na prawo widnieje kryształowa czarka do owoców. [...]"
Na dziś dosyć cytowania.
Te szkła, mieniące się barwami wina, i te rozkrojone owoce – wilgotne, soczyste, pachnące - działały na wyobraźnię holenderskich mieszczuchów, wabiąc zmysły i... osy. Stąd obrane cytryny, których cierpkie olejki eteryczne stanowiły ponoć skuteczną ochronę przez skrzydlatymi intruzami. Ale też cytryną skrapiało się ostrygę, żeby nie "piszczała" w żołądku. Więc prawdę powiedziawszy, martwe natury były swego rodzaju fotografią ówczesnego życia, zapisem życia codziennego.
Zamorskie podróże przywiodły dalekie światy do holenderskiej kuchni.
Słowa, sny, wspomnienia - tyle zostało po naszym obrazie. I jedna mroczna ilustracja.

Do widzenia
kk

PS. Zaskoczył mnie Pan swoim pomysłem - żebyśmy napisali o "naszym" obrazie. Właściwie ta historia już się sama napisała i - całkiem nieoczekiwanie - nabrała dziwnie silnej dramaturgii wewnętrznej. No, może nie sama, czas i historia miały w tym swój udział.
Zachęcona do pracy, pozdrawiam serdecznie (i wiosennie, nareszcie!) K.
 

Subject:  Re: Więc tak...
Date: Fri, 20 Apr 2001 20:14:12 +0200
From: "Zielinski" <zielinski@econophone.ch>
To: <jkrenz@pg.gda.pl>

Pani Kasiu,
spróbujmy podsumować.

Siedemnastowieczny malarz niderlandzki Willem Kalf specjalizuje się w martwych naturach. Jego ulubione motywy to puchary (zwłaszcza, co w kraju morskim nie dziwi, nautilusy) i rozmaite owoce, a w szczególności cytryny.
Cytryna ze spiralnie zwisającym (i za każdym razem trochę innym) plastrem skórki jest jakby jego plastyczną sygnaturą, znakiem podpisu. Jeden z takich obrazów, wiszący w berlińskim muzeum, trafia do wydanej w czasie wojny książki, sygnowanej przez znanego niemieckiego historyka sztuki, a rozsyłanej jako premia dzieciom, które uzbierały odpowiednią ilość opakowań po czekoladzie.
Obraz spłonął w czasie wojny, ale książka wojnę przetrwała i trafiła do rąk polskiej dziewczynki, która w czasie choroby przeglądała kolorowe obrazki. A po latach z dziewczynki wyrosła poetka i napisała o tym obrazie wiersz. Nie pamiętała może świadomie, że z lewej strony na obrazie jest zegarek-cebula, nie wiedziała wcale, że obraz bezpowrotnie spłonął, ale napisała wiersz o czasie i o przemijaniu. W wierszu tym żółta cytryna splata się ze spiralą
czasu w nierozerwalny węzeł. Razem owijają owoc granatu, którego pestki, przemienione w "pestki słów", zapadną w ziemię, by po latach wydać nowy owoc. Znakiem przemijania są też „grona / zielonkawych dni / fioletowych
nocy”. Te grona "wyłaniają się z mroku".
Jeden z największych znawców martwej natury, Charles Sterling, napisał:
„Kalf nie opisuje przedmiotów, ale zatapia je w półmroku. Prawdziwym jego tematem stają się lśnienia metalu, odblaski szkła, głuche i miękkie refleksy na wełnie. [...] Kalf z niezrównanym smakiem łączy błękit chińskiej
porcelany i żółć cytryny; coś w rodzaju poetyckiej stanowczości dyktuje mu wybór tonu, jego gęstości i dźwięczności" (przekład Joanny Pollakówny i Wiktora Dłuskiego).
Figa, której na obrazie nie ma, znalazła się w wierszu jako upominek dla siostry autorki, skądinąd też pisarki (mieszkającej w Berlinie, tam gdzie był obraz Kalfa) Ewy Marii Slaskiej. Powrót do ziemi jest "niepewny", jak
niepewne były dla autorki wiersza słabo na reprodukcji widoczne szczegóły martwej natury i inne okoliczności, które wyszły na jaw dopiero później, w trakcie wirtualnego spotkania z pewnym kolekcjonerem iskier, jakie
przeskakują między malarstwem a literaturą. Tym razem iskra wyłoniła się z mroku wiersza i powróciła do mrocznego obrazu, przywracając mu istnienie na przekór płomieniom, których fizycznie padł ofiarą. Ciemna pestka po latach spędzonych w ziemi wyrosła nowym owocem granatu. Powstała nowa jakość. Ożyła
martwa natura?

Do następnego spotkania w niezmierzonej wirtualnej przestrzeni obrazów i słów

Jan Zieliński
 

Post scriptum

Dzień Dobry, Panie Janie,
właśnie wróciłam z Berlina, gdzie pierwsze kroki - jakże by inaczej - skierowałam do Gemaldegalerie,
która mieści się w niezwykłym pod względem architektonicznym Kulturforum, nieopodal Potsdamer
Platz.
Moja siostra, jak przystało na człowieka nauki, zabrała się do poszukiwań naukowo: z planem galerii, komputerem do dyspozycji i gromadą pań i panów, którzy teoretycznie powinni "wiedzieć". Ja usiadłam w przestronnej świetlistej sali kolumnadowej, nasłuchując genius loci. Nauka zawiodła - Kalf
był, ale nikt nie wiedział gdzie. Ja postanowiłam zawierzyć intuicji, weszłam do pierwszej z brzegu sali o oliwkowych ścianach, gdzie oczywiście natychmiast natknęłyśmy się na Willema Kalfa, i to nawet nie jednego, a dwóch (ten drugi, "Stilleben mit Weinglas" ze zbiorów Kunsthalle w Hamburgu). Nie, nie była to "moja" martwa natura, chociaż z cytryną i chińską wazą: "Stilleben mit chinesischer Terrine, z 1662 r. Waza z lekko uchyloną pokrywką, owoc granatu cały (może nawet ten sam, tyle że jeszcze świeży?). Zegarek z niebieską tasiemką w cieniu. I kilim na stole odsunięty, widać brzeg blatu. I römer może ten sam, z białym winem. Niezwykłe uczucie - jak powrót do domu dzieciństwa.
A potem w sąsiedniej sali odnalazłyśmy jeszcze  Claesza. To tak tylko na wszelki wypadek, dla pewności, bo jednak nosiłam w sobie jakieś pytanie bliskie niepewności, że może jednak pamięć wyciągnięta z niebytu poprowadziła mnie niewłaściwą ścieżką. Ale jednak nie, nie był to powrót do domu, chociaż spotkanie równie piękne. Niewielka "Stilleben mit Römer und Silberschale". Obraz jakby zagrany na jednej strunie oliwkowej zieleni, rozpiętej na gamie od szarości do złota. Oszczędny, czysty w formie i intencji, bezbłędny.
Ale mimo wszystko nie ten.

Pozdrawiam serdecznie
kk



back to Kasia Bogucka-Krenz homepage

Copyright by Kasia Bogucka-Krenz & Jan Zieliński 2001