Jacek Krenz
 

Tożsamość miasta - między chaosem a złożonością

 
wypowiedź na Międzynarodową Konferencję 
Tożsamość Miasta Odbudowanego. 
Autentyzm-Integralność-Kontynuacja
Gdańsk 10-11 maja 2001
Chciałbym przedstawić garść refleksji ze strony architekta projektującego w kontekście historycznej tkanki miasta. Ostatnio coraz częściej, przybywa tu bowiem terenów z takim właśnie zapisem w planie.
Żyjemy w czasach przeciwieństw. Procesy wywołują kontrprocesy. Wzrastająca globalizacja rodzi nurty protestu wobec niej. Powstał w rezultacie termin glokalizacja, czyli dwa przeciwstawne wektory: pęd ku globalności, ale i partykularności, lokalności. To swego rodzaju oddziaływanie kultury globalnej, która nie niszczy kultur tożsamościowych. Zderzenie bez kolizji. Zaprzeczenie z szansą na zgodne współistnienie. Aby opisać dziś zachodzące procesy o sprzecznych wektorach, które pozostają w ciągłej interakcji ze sobą, wymyśla się złożone terminy wewnętrznie sprzeczne, jak choćby właśnie owa glokalizacja, czy zaczynająca się pojawiać fragtegracja (jednoczesne integrowanie i rozpadanie się świata, przestrzeni), chaorder (chaos+order „w jednym”).
Pominę definicję chaosu w sensie filozoficznym i matematycznym - powiem tylko, że pojęcia tego użyłem tutaj w znaczeniu zawężonym dla nazwania tego, co widzimy podróżując po Polsce, najlepiej z okien pociągu wjeżdżającego do miasta - wszechogarniającą brzydotę i nijakość amorficznej zabudowy. Zatem chaos na najniższym poziomie pojęciowym, który w naszym – polskim – przypadku wynika nie tylko z naszej niemocy wydostania się z historii i niemocy ekonomicznej, ale przede wszystkim – z braku konsekwentnego, i mądrego, myślenia o przestrzeni. Trwanie miasta nie jest stanem istniejącym, jest procesem, niejednokrotnie dość burzliwym. Podobnie jak każdy budynek, tak i miasto podlega deterioryzacji, niszczeniu materiału, rozpadowi, a zarazem – znowu wektor wewnętrznie sprzeczny – budowaniu i nieustannemu rozwojowi. Te dwie amplitudy czasem się uzupełniają, czasem znoszą nawzajem, nieraz wymykają spod kontroli. 
Przeszłość jako obraz – Sen architekta, 1840. Thomas Cole. 
Chaos rodzi w planistach naturalną potrzebę uporządkowania.
To porządkowanie bowiem leży u podstaw działań w sferze urbanistyki. Teorie budowy miast realizowane są w praktyce poprzez plany, oparte na ustawach, normach, rozporządzeniach. Urbanistyka nosi więc piętno instytucjonalizmu, kodyfikacji narzucanych przez urzędy. Jej owocem są rozwiązania może poprawne, ale zazwyczaj schematyczne, przez co rzadko stają się dziełami wzbudzającymi zachwyt. Wytyczne planu najczęściej wymagają dostosowania formy zabudowy do otoczenia. Zaspokajanie tęsknoty za utraconym miastem – jego czasem minionym bezpowrotnie - prowadzić może do zbyt prostych recept i uproszczonych pomysłów  na kształt przyszłej zabudowy miasta. Wymóg dostosowania  traktowany zbyt sztywno prowadzi często do rozwiązań nieautentycznych. 
Projektowanie kontekstualne to niekoniecznie mimetyczne powtarzanie form. 
Szanowanie architektonicznego i urbanistycznego kontekstu nie musi sprowadzać się do powierzchownego dopasowywania się do otoczenia, wtapiania się w to, co już istnieje, nie rzucania się w oczy nowością. Jacek Dominiczak zwraca uwagę, że powierzchowność takiej para-doktryny nie może wystarczyć, gdyż zbyt bliska jest bezideowemu konformizmowi. Historyzm w dzisiejszej perspektywie pojawia się jako gorzkie i na swój sposób smutne wycofanie. Gorzkie i smutne, bo rozumiane jest jako objaw nieumiejętności zaprzyjaźnienia się ani z duchem czasu, ani z duchem miejsca. [1]
Muzeum w Wiedniu, 2000. Laurids & Manfred Ortner i M. Wehdorn. Źródło ilustracji: www.mqw.at 

Podkreślanie lokalnej tożsamości zwykle opiera się na dbałości o dziedzictwo przeszłości. To jednak tylko jedna strona zagadnienia. W tych wielce szlachetnych dążeniach nie należy zapominać o tworzeniu unikalnych wartości teraźniejszości i dla przyszłości. Szczęśliwe połączenie obu nurtów widzieliśmy w prezentowanych tu wiedeńskich projektach Manfreda Wehdorna – muzeum i adaptacji gazowni.  To niezwykle śmiałe zestawianie historycznej tkanki budynków ze skrajnie nowoczesnymi rozwiązaniami architektonicznymi wyraża ducha czasu. Silny kontrast dwóch wątków wzmaga wyraz każdego z nich, jak również całej kompozycji. Jedno podkreśla drugie. Zdaniem profesora W. koniecznym warunkiem powodzenia w takich sytuacjach jest stosowanie wysokiej jakości materiałów i technologii zdolnej konkurować z wartościami zabytkowymi. 
 
Blaak w Roterdamie. Fot. J. Krenz
Tu nasuwają się wątpliwości, czy byłoby to możliwe w naszym kraju przy stosowaniu ustawy o zamówieniach publicznych, w wyniku której preferowane są rozwiązania raczej mierne. To kolejny przykład negatywnego wpływu ustaw na procesy, którymi się zajmujemy.
Projektowanie ze świadomością kontekstu to wpisywanie się w zastany układ na zasadzie harmonii lub kontrapunktu. Każdy przypadek należy, jak sądzę, traktować indywidualnie, bo każdy ma inne uwarunkowania.
Miejsca szczególne w mieście wymagają unikalnego traktowania. Mają swoje własne kody i napięcia kompozycyjne, ukryte wymiary i energie, a także sprzeczności. Projektowanie w ich obszarze wymaga ich odkrywania i poznawania. Trzeba wsłuchiwać się w nie, bo świadomość specyficznych dla danego miejsca głębokich, złożonych odniesień kontekstualnych jest najlepszym przewodnikiem znalezienia trafnej koncepcji projektowej. Trafnej, bo pozbawionej schematyzmu, pełnej różnorodnych wątków i odniesień, bogatej i złożonej. Notabene, źródłosłowem złożoności jest złoże, a z obfitości złóż można – należy -czerpać. Tego typu wytyczne trudno skodyfikować, poddać standaryzacji. Im dalej jednak od sztywnych norm i ustaw, tym bliżej do genius loci tych miejsc.
Takim miejscem przepojonym tożsamością unikalnych elementów przeszłości i współczesności jest Blaak w Roterdamie 

Rozlewisko kanałów w pobliżu pierwszego europejskiego wieżowca, pozostałości dawnej stoczni, domy drzewa, z domem ołówkiem w tle i z śródziemnomorska nostalgia nadbrzeżnych tarasów pod arkadami. Ta zaskakująca złożoność wyraża charakterystyczną obecnie dla Holendrów postawę liberalną zawartą w krótkim: why not?
Ingerencja architektoniczna w istniejących, wyraźnie zdefiniowanych układach historycznych to szczególnie trudne zadanie, wymagające każdorazowo świeżego podejścia, które oparte byłoby raczej na kreacji niż na przepisach. Jak każda działalność artystyczna, wymyka się kontroli, jest subiektywna, trudna do oceny, weryfikacji. 
Odbudowę miast można prowadzić na trzy główne sposoby: 
- przywracając stare kształty, 
- odbudowując formy w nowym kształcie 
- tworząc zupełnie nowe formy zabudowy.
Quinlan Terry, Richmond Riverside Developments z 1986r
Japońską świątynię odbudowuje się co kilka lat w tym samym kształcie. Można powiedzieć, że podobne podejście przyświecało odbudowie zniszczonych przez wojnę miast, takich jak Gdańsk czy Warszawa. Było to w swoim czasie zrozumiałe - i powszechnie akceptowane - działanie konserwatorskie, gdyż zmierzało do odtworzenia naszej tożsamości narodowej. Jednak dzisiaj za takim szlachetnym podążaniem za przeszłością kryje się już brak autentyzmu – autentyzmu intencji i celu – który rozmywa relacje pomiędzy tym, co było a teraźniejszością i przyszłością. Widzimy to doskonale w postmodernistyczno-klasycystycznych realizacjach Quinlana Terry, na przykład w Richmond Riverside Developments z 1986r [2].
 
Wieżowiec w miejscu baszty na linii dawnych murów miasta – Prediger Tor we Freiburgu 1996. L. Hartner, I. Kanzler. Fot. J. Krenz
Przykładem drugiego podejścia odbudowy formy w nowym kształcie może być wieżowy budynek w miejscu baszty we Freiburgu. W projekcie tym przejawia się szacunek do przeszłości, jednak wyrażony współczesną formą.
Hotel Hanza w Gdańsku, 1997. Sz. Baum, A. Kwieciński. Fot. J. Krenz
Odmianą tego podejścia są próby interpretacji starych form – „improwizacji na temat”  starego alfabetu tradycyjnych kształtów i detali, przy użyciu nowych materiałów. Do tej grupy zaliczyć można współcześnie budowane kamieniczki w Gdańsku i Elblągu.

Trzeci nurt obrazować może np. koncepcja odbudowy Gdańska po wojnie w formie socrealistycznego osiedla. Zrealizowana, wyrażałaby zdecydowane odrzucenie przeszłości. Do współczesnych przykładów tego nurtu zaliczyć trzeba wspomniany wcześniej kwartał Muzeum w Wiedniu.
Podczas powojennej odbudowy Gdańska zaczęły pojawiać się kontrowersje na temat różnorodnych jej kierunków. Dużo zamieszania w środowisku konserwatorów i architektów wywołały postanowienia  Karty Weneckiej 1964 roku, zasadniczo występujące przeciwko rekonstrukcji. 
Zrodziło to wiele pytań: 
- Czy możliwa jest rekonstrukcja obiektów, która byłaby całkowicie wierna przeszłości, która przywróciłaby je na nowo do życia wraz z wszystkimi funkcjami historycznymi, czy raczej możliwe jest tylko odtworzenie ich kształtu „zewnętrznego”, poprzez budowanie swego rodzaju scenografii? 
- Czy należy rekonstruować w materiale oryginalnym, czy raczej pozwolić na stosowanie nowych materiałów i technologii, dostosowując się do współczesnych wymogów i norm?
- Którą fazę istnienia budynków odbudowywać? Czy tę sprzed wojny z nawarstwieniami zmian i przeróbek, dokonanych przez kolejne pokolenia? Czy dążyć do odtworzenia formy in statu nascendi. Co zresztą często w ogóle nie było możliwe. W tamtym czasie zdecydowano się na oczyszczenie kamienic gdańskich z późniejszych nawarstwień. 

Gdańsk 1945

nowa "historyczna" zabudowa ulicy Stagiewnej w Gdańsku.
Fot. J. Krenz
Powojenna rekonstrukcja miasta do dziś uznawana jest za bezsprzecznie słuszną decyzję. I trudno się dziwić, iż ta przestrzeń o ludzkiej skali i harmonijnych proporcjach jest powszechnie akceptowana. Po zniszczeniach wojennych odbudowano różne elementy miasta mniej lub bardziej zbliżone do historycznego oryginału, zależnie od dostępności materiałów ikonograficznych, akt policji budowlanej, inwentaryzacji. 
Zachował się historyczny plan urbanistyczny, siatka ulic, placów; zmienił się natomiast kształt kamienic i kamieniczek: odbudowano je fasadowo i tylko za niektórymi z nich, głównie w pierzei ulicy Mariackiej, przywrócono oryginalny układ wnętrz. Proces rekonstrukcji zaczął wymykać się jednoznacznym definicjom i kryteriom: od wiernych kopii po artystyczne „wariacje i warianty”. Dziś przedmiotem odbudowy stają się budynki XIX-wieczne, uznane wtedy za niepożądane (Danziger Hoff).
Nasz ogląd historii zmienia się w zależności od wiodących nurtów filozoficznych i upodobań estetycznych. Podnoszone w trakcie tego spotkania kryteria autentyzmu i wartości historycznych zmieniają się w czasie. W ciągu ostatnich dziesięcioleci doświadczyliśmy kilku przewartościowań w tym względzie i dalej dzieją się one na naszych oczach. Ogląd historii zmienia się także wraz ze wzrostem wiedzy na jej temat. Burzliwa historia Gdańska z kataklizmami wojen sprawiła, że bogactwo kulturowe jest jego najistotniejszą wartością. Obraz korzeni naszego miasta poszerzył się ostatnio w świetle najnowszych badań archeologicznych. Pobliska hala targowa z końca XIX w. wpisana do rejestru zabytków objęta została pracami konserwatorskimi.  W wyniku dobiegających końca badań archeologicznych odkryto w jej zarysie fundamenty wczesnośredniowiecznego kościoła. Zmienia to zasadniczo optykę myślenia na temat jej wykorzystania. Jak teraz pogodzić troskę o tak wartościowe dziedzictwo kulturowe przeszłości z wymogami teraźniejszości – potrzebami kupców gdańskich, właścicieli hali. Przykład ten wskazuje na potrzebę dynamicznego traktowania wartości zabytkowych.
Toczy się debata nad wyborem właściwej drogi odbudowy miast towarzysząca konfliktom pomiędzy nurtem postępowym a zachowawczym, pomiędzy szokiem nowości a kontynuacją tradycji. Znamienny jest ambiwalentny stosunek architektów do historyzmu. Z jednej strony krytykuje się nieautentyczność i scenograficzność projektów posługujących się językiem przeszłości. Z drugiej strony powszechna jest fascynacja np. miastem średniowiecznym. Analizuje się cechy miast historycznych próbując zgłębić tajniki ich budowy, zrozumieć dlaczego krajobraz tych miast jest tak dla nas atrakcyjny i nauczyć się jego istoty, by potem reinterpretować go w projektowaniu nowych zespołów zabudowy. Ciekawe, jak uda się to Jackowi Dominiczakowi w „mieście” powstającym na południu Gdańska. Mam nadzieję, że przez implantację zapożyczonej tajemniczej złożoności powstanie bardziej autentyczna i współczesna urbanistyka, choć w ukrytych warstwach zakorzeniona w tradycji.

Wydaje się, iż jest po temu czas i miejsce, by sformułować pewne jasno brzmiące postulaty: 
- Nowa architektura, która pojawia się w kontekście zabudowy historycznej, winna wpisywać się w krajobraz wartości zastanych poprzez nawiązanie z nimi dialogu przestrzennego.
- Nie powinniśmy budować tak jak dawniej, bo dawniej budowano dziś. Budujmy nasze własne dziś. 
- W miastach historycznych architektura nie powinna podlegać restrykcjom stylistycznym. Nawet jeśli ograniczenia tego rodzaju sprzyjają zachowaniu spójności, to zarazem odbierają architektom prawo do wykorzystania twórczych, niekonwencjonalnych rozwiązań, które wyrażałyby osiągnięcia epoki.
- Architektura powinna mówić o czasie, w którym powstaje, powinna pokazywać zdobycze technologii, poziom dojrzałości kulturowej, ale w zgodzie z zasadami etyki zawodowej, dlatego nie wolno zgadzać się na powierzchowność, tymczasowość i przypadkowość.
- Wraz ze zmianami w zakresie potrzeb i sposobów użytkowania przestrzeni, jak również technicznych możliwości i wymagań powinny zmieniać się środki wyrazu. 
- Niezależnie od tego, czy architektura będzie historyzująca czy nowoczesna, powinna być dziełem sztuki wysokiej próby.



Przypisy
1. Jacek Dominiczak, Rozmowy o mieście. Współtworzyć Miasto. 2001
2.  wspieranego przez Księcia Karola z jego publikacją The Vision of Britain. A Personal View of Architecture