
Konieczność uzgadniania jakichkolwiek
zmian z konserwatorem zabytków skutecznie chroni krajobraz przed niefortunnymi
działaniami inwestycyjnymi. To jednak nie jest jedynym powodem, dla którego
miejsce to oparło się wszechogarniającej brzydocie pokracznych, przypadkowych
rozbudów. Złożyło się na to wiele czynników. Przede wszystkim odrębność
wyrażona własną nazwą i specyfiką krajobrazu oraz jasno określona granica
terytorium dają mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa i tożsamości lokalnej.
Powstała unikatowa enklawa, która spaja społeczność silną więzią. Wyraża
się to rozwiniętym życiem sąsiedzkim oraz dbałością nie tylko o wygląd
własnych domów i ogrodów, lecz także miejsc publicznych. Wspólnie wykonano
kilka inwestycji, jak: chodnik, ciepłociąg,
boisko itp. Skutecznie uchroniono
te uliczki od wprowadzenia planowanego przez władze miasta ruchu autobusowego.
Razem z sąsiadami obchodzi się tu uroczystości rodzinne, tradycyjne święta,
wydarzenia kulturalne i polityczne, zabawy na świeżym powietrzu.
Na ten wyjątkowy klimat
wpłynął w wielkiej mierze kształt samych domów i ich układ. Są one zlokalizowane
wzdłuż łukowato poprowadzonych, połączonych ze sobą ulic. Z wielką dbałością
ukształtowana została rzeźba terenu. Zbocze doliny uformowano tarasowo,
a na jego szczycie posadzono pas brzóz chroniących przed silnymi tu wiatrami
północno-zachodnimi i wodą podskórną. Domy są skromne, lecz zaprojektowane
i wykonane bardzo starannie, z zachowaniem wszelkich prawideł sztuki budowlanej.
Dzięki temu dotrwały do chwili obecnej w dobrym stanie technicznym. Szerokie
okapy chronią murowane ściany parteru i deskowanie piętra.
Domy choć wygodne i przytulne,
są jednak zbyt małe na współczesne potrzeby. Rozbudowa kilku domów osiedla
o tak specyficznym charakterze stanowiła więc nie lada wyzwanie. Już sam
temat wywoływał wiele pytań i problemów. Domy są proste jak stereotyp dziecięcego
obrazka. W jaki więc sposób działać, by nie zagubić ich charakteru?
Jaki język architektury
powinno się zastosować?
Do jakiego stopnia utrzymywać
jednorodność zabudowy, a jak sprostać potrzebom indywidualizacji? Czy poruszać
się w zamkniętym kręgu jednorodnych motywów użytych tu pierwotnie, kiedy
to jedynym wyróżnikiem był kształt otworów w okiennicach wyciętych w gwiazdki
lub owoce?
Jakie są granice rozbudowy?
Jak dalece można odejść
od konwencji, kanonu?
Czy możliwe jest zderzenie
go z formą zupełnie odmienną? Jeśli tak, to w jakim celu? Czy po to tylko,
by sprostać nowym trendom lub presji środowiska zawodowego, propagującego
nowoczesność i oryginalność, które często stają się niczym więcej jak sztuką
dla sztuki?
Moich sąsiadów te wyrafinowane
kolizje form nie pociągają. Domy są dla nich raczej chlebem powszednim
niż odświętnym kołaczem. Wybrałem więc drogę odpowiadającą ich wyobrażeniom.
Projekty
rozbudowy dziewięciu domów, które wykonałem w ciągu ośmiu lat, odkąd
tu zamieszkałem, mają wspólną cechę posługują się językiem form stanowiących
kontynuację istniejącej architektury.
