Osiedle Diabełkowo

Gdańsk
Osiedle Diabelkowo w Gdansku
Projekty modernizacji i rozbudowy domów
przy ul. Wileńskiej i Grodzieńskiej 1985-95
.
Jacek Krenz, współpraca: Anna Kostka, Piotr Loch 
Wileńska i Grodzieńska to szczególne ulice Gdańska, malowniczo wpisane w krajobraz Doliny Królewskiej, przecinającej zielone wzgórza morenowe. Trzydzieści bliźniaczych domków tworzy osiedle, potocznie zwane Diabełkowem. Choć budynki te zbudowane tuż przed wojną nie przedstawiają szczególnych wartości zabytkowych, to ze względu na walory krajobrazowe zespół zabudowy uznany został przed kilku laty za chroniony.
Osiedle Diabelkowo w Gdansku. Plan

Konieczność uzgadniania jakichkolwiek zmian z konserwatorem zabytków skutecznie chroni krajobraz przed niefortunnymi działaniami inwestycyjnymi. To jednak nie jest jedynym powodem, dla którego miejsce to oparło się wszechogarniającej brzydocie pokracznych, przypadkowych rozbudów. Złożyło się na to wiele czynników. Przede wszystkim odrębność wyrażona własną nazwą i specyfiką krajobrazu oraz jasno określona granica terytorium dają mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa i tożsamości lokalnej. Powstała unikatowa enklawa, która spaja społeczność silną więzią. Wyraża się to rozwiniętym życiem sąsiedzkim oraz dbałością nie tylko o wygląd własnych domów i ogrodów, lecz także miejsc publicznych. Wspólnie wykonano kilka inwestycji, jak: chodnik, ciepłociąg,
boisko itp. Skutecznie uchroniono te uliczki od wprowadzenia planowanego przez władze miasta ruchu autobusowego. Razem z sąsiadami obchodzi się tu uroczystości rodzinne, tradycyjne święta, wydarzenia kulturalne i polityczne, zabawy na świeżym powietrzu.
Na ten wyjątkowy klimat wpłynął w wielkiej mierze kształt samych domów i ich układ. Są one zlokalizowane wzdłuż łukowato poprowadzonych, połączonych ze sobą ulic. Z wielką dbałością ukształtowana została rzeźba terenu. Zbocze doliny uformowano tarasowo, a na jego szczycie posadzono pas brzóz chroniących przed silnymi tu wiatrami północno-zachodnimi i wodą podskórną. Domy są skromne, lecz zaprojektowane i wykonane bardzo starannie, z zachowaniem wszelkich prawideł sztuki budowlanej. Dzięki temu dotrwały do chwili obecnej w dobrym stanie technicznym. Szerokie okapy chronią murowane ściany parteru i deskowanie piętra.
Domy choć wygodne i przytulne, są jednak zbyt małe na współczesne potrzeby. Rozbudowa kilku domów osiedla o tak specyficznym charakterze stanowiła więc nie lada wyzwanie. Już sam temat wywoływał wiele pytań i problemów. Domy są proste jak stereotyp dziecięcego obrazka. W jaki więc sposób działać, by nie zagubić ich charakteru?
Jaki język architektury powinno się zastosować?
Do jakiego stopnia utrzymywać jednorodność zabudowy, a jak sprostać potrzebom indywidualizacji? Czy poruszać się w zamkniętym kręgu jednorodnych motywów użytych tu pierwotnie, kiedy to jedynym wyróżnikiem był kształt otworów w okiennicach wyciętych w gwiazdki lub owoce?
Jakie są granice rozbudowy?
Jak dalece można odejść od konwencji, kanonu?
Czy możliwe jest zderzenie go z formą zupełnie odmienną? Jeśli tak, to w jakim celu? Czy po to tylko, by sprostać nowym trendom lub presji środowiska zawodowego, propagującego nowoczesność i oryginalność, które często stają się niczym więcej jak sztuką dla sztuki?
Moich sąsiadów te wyrafinowane kolizje form nie pociągają. Domy są dla nich raczej chlebem powszednim niż odświętnym kołaczem. Wybrałem więc drogę odpowiadającą ich wyobrażeniom. Projekty rozbudowy dziewięciu domów, które wykonałem w ciągu ośmiu lat, odkąd tu zamieszkałem, mają wspólną cechę – posługują się językiem form stanowiących kontynuację istniejącej architektury.

Wileńska 20



Osiedle Diabełkowo
Projekty rozbudowy domów