gr3.jpg (101072 bytes)
Czyli: Rekolekcje w Czarnej Górze Zagórze

spisane w formie dosyć "luźnej"...

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce ...

Ale my nie byliśmy tak dawno temu (bo w sierpniu) i nie w odleglej galaktyce (a w Czarnej Górze - Zagórze) na rekolecjach letnich, które stały się już pewnego rodzaju tradycją.

Był tam (i chyba nadal stoi - w każdym razie, jak odjeżdzaliśmy, to stał) kosciół.
koscio_m.jpg (7354 bytes)

Zbudowany całkiem w stylu "góralskim" (jeżeli takowy oficjalnie istnieje). Wnętrze wyglądało mniej-więcej tak:
wnetrz_m.jpg (6004 bytes)

Ale my w kościele nie mieszkaliśmy (choć sporo czasu tam spędzaliśmy). Mieszkaliśmy w takim domu zaraz za kościołem.
dom_m.jpg (10769 bytes)

Jednak nie tylko byliśmy w kościele i w domu stojącym nieopodal niego. Już sama okolica dawala wiele interesujących szans na poobcowanie z naturą.

Bo jak inaczej nazwać oglądanie wschodu słońca z Czarnej Góry?
wsch_1m.jpg (19317 bytes)wsch_2m.jpg (26458 bytes)

Także w domu bawiliśmy się "nieźle". Poza oficjalnym programem rekolekcji (a także w jego ramach) urządzaliśmy róśne gry, zabawy, wspólne śpiewania (piosenek różnych). Był nawet wieczorek poetycki.

W drugim tygodniu wyjazdu tak na prawdę poszliśmy w góry. Nie tylko te okoliczne. Na początek były Gorce. Niektórym tak sie spodobalo, że wybrali się na tzw. trzydniówkę (ja również tam byłem, co robiłem - to niech pozostanie niedopisane). Oznacza to, że wróciliśmy (!!!) do domu dopiero po trzech dniach.
3d_1m.jpg (31037 bytes)
Patrząc na to zdjęcie wydaje mi się wielkim osiągnięciem, że wróciliśmy...

Ale jednak idąc tak przez dwa dni stwiedziliśmy, że trzeci dzień poświęcimy na Pieniny (bo Gorce - owszem fajne, ale ile można?). Oczywiście weszliśmy na Trzy Korony, również na Sokolicę, Górę Zamkową, i inne pomniejsze szczyty.
3d_2m.jpg (31052 bytes)
Okazało się, że wejście jest prostsze, niż z dołu wydawało się (na szczęście nie zrezygnowaliśmy).

Pierwsze co zrobiliśmy, to wskoczyliśmy wspólnie do basenu z barrrrrrdzo zzzimną wodddą. Oj bardzo. Ażeby wykazać jak barrrdzo byla zimna napiszę, że większość (!?!) nie wykąpala się nigdy (w basenie, bo pod prysznicem, to się kąpali), w rekordem - choć oficjalnie nie mierzonym - było wytrzymanie kilku minut - max. 10 ÷ 15.

A póżniej były Tatry. Każdy wybierał gdzie chce iść. Trasy były różne - od spacerowych (do Morskiego Oka) po rzeczywiście "wyczynowe" (np. Orla Perć). Wybór był trudny, ale nie było wielu chętnych do pozostania w Czarnej Górze tylko z powodu niezdecydowania.
Sytuacja zmieniała się diametralnie, gdy pod uwagę braliśmy obtarte do KRWI nogi.

Jeżeli nogi nie były aż tak obtarte, to buty po użytkowaniu... cóż...
Przez miejsce gdzie stały buty przechodziło się żwawym krokiem.
gr1m.jpg (39102 bytes)

Ale jednak ogólnie rzecz ujmując (nie wspominając o pewnym kierowcy, który wiózł nas do Zakopanego - jak twierdził poźniej - bez hamulców - nie działały !!! - starym jak świat busem typu Ogórek) wyjścia w góry i rekolekcje można uznać za udane. Wnioskuje tak po rozmowach z kilkoma osobami, które potwierdzają taki pogląd. A na rysunku można przedstawić to tak:
gr4m.jpg (30760 bytes)

Ale i tak PRZEBOJEM, i elementem, który się przewijał przez te dwa tygodnie były serki HOCHLAND. Dziekujemy bardzo tej firmie, która zapewniła nam taki zapas tego produktu, że na pewno niektórych szczytów można nie skojarzyć, ale SEREK - będzie hasłem wywoławczym, które zna każdy...
gr2m.jpg (28050 bytes)

Koniec.