Numer pierwszy 16.XI.96 Pismo Wspólnoty Akademickiej "Fraternia"


JAK ZAŚNIEDZIAŁE ZŁOTO...

Z dedykacją dla Roberta: żeby, gdy usłyszy "jak będę..." - nie zakładał, że zawsze oznacza to samo...

Siedzę przy zastawionym ciachami fraternianym stole. Tylko... jest jakoś inaczej. Nawet wcześniej, w kaplicy nie wszyscy śpiewali razem, a i teraz potworzyły sie grupki dyskusyjno-chichoczące i - każdy sobie.

Tak sobie przycupnęłam z ciepłą herbatką myśląc: popatrzę, to i może uda mi sie zaobserwować tę spontaniczną serdeczność, jaką darzyliśmy się jeszcze dwa miesiące temu. Ale gdzież tam: owa serdeczność przeszła swego rodzaju metamorfozę i przerodziła się w zdawkowe "hej Wam" (to moja wersja), tudzież przelotny całusek w czółko (a i na to - przyznaję - brakuje zapału). Chyba zapomniałam, że przyjaźń to nie tylko wspanialy prezent, ale także ustawiczna praca. I tak jakbym dała za wygraną - już coś przepadło i nic nie zmienię.

Wiem, wiem, powinnam porzucić ten moralizatorski ton i zrzec się postawy małego duchem defetysty. Owszem, tlą się we mnie pewne nadzieje: chociażby ta, że pędząc życie w ciagu tych paru miesięcy zostawiliśmy jakieś ślady, po których wrócimy do siebie i - do Niego, że urządzimy sobie kolejną tego roku wiosnę. Każdy porzuci swoje rutynowe emploi, nie popadniemy w immaterializm, ale o ducha TEŻ zadbamy, ożywimy Go i "rozhuśtamy".

Bóg podobno jest "jeden i nigdy samotny" [J. Twardowski]. O ile jednak możemy chodzić do Jego ogrodów pojedynczo, to z pewnością ucieszyłby się, gdybyśmy przychodzili trzymając się za ręce.

Był czas, że pointy były niemodne. Uważano, że autor w ten sposób kokietuje. Ale ja będę tradycyjna: "sam Bóg stawia nas wobec trudności, doświadczeń, cierpień i pokus. Byle się nie załamać, TYLKO DOJRZEWAĆ!!! [J. Twardowski]

R.Z.C. czyli Ania S.

P.S. Ale z drugiej strony: czyż pałaszując w kąciku ciastka i popijając je herbatką nie można także dostrzec Przechadzającego się między ludźmi...


ZIUTEK

Dwa lata temu w Obersülzen Ziutek wyrzucił mnie z miejsca na stołówce. Stwierdził, że przyjeżdża już tu szósty rok i to jest jego miejsce "od zawsze", a jak mi się nie podoba, to mogę rezerwować bilet na autobus do domu.

Miesiąc, który tam wtedy spędziłem, był dla mnie koszmarem, podobne sytuacje zdarzały się częściej, a owego "weterana" zapamiętałem od nie najlepszej strony.

W tym roku odzywając się, jedząc, pracując starałem się być ostrożny, nie rzucąc się w oczy. Było znacznie lepiej - stałem się bowiem członkiem zespołu, mniejszym lub większym (zależnie od podejscia) kasztanem, ale zawsze przecież "swoim".

Od razu dostrzegłem, że Ziut siedział na innym miejscu. Stał się życzliwy, uczył mnie sortować jabłka na maszynie, potem zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. To przybierało dość dziwne formy, gdyż Wojtek ("Ziut" to ksywa) mówił często równoważnikami zdań, krzyczał, podnosił głos, kończąc kwestie odwiecznym "Nie mam racji?" z pewnością człowieka, któremu cały świat powinien odpowiedzieć "Ależ owszem!" Wstawał codziennie o 5.00, przychodził na stołówkę, jadł samotnie śniadanie i czekał na resztę. Cały dzień ciężko, naprawdę ciężko pracował, czasami w przerwie obiadowej jeździł na zakupy (na całym kampie to właśnie on codziennie studiował oferty supermarketów). Po kolacji - kładł się najwcześniej ze wszystkich spać.

Na jego temat krążyły przeróżne opowieści, jak to terroryzuje wszystkich w pokoju swym rygorem. Słynne były zwłaszcza jego kłótnie o ciszę nocną.

Kiedy pewnego dnia zostaliśmy przydzieleni do jednego rzędu w sadzie, chyba zrozumiałem Wojtka... "Wiesz Robert, że byłem alkoholikiem? Tak - byłem nałogowcem, ale rzuciłem, postawiłem na rodzinę! Nie, nie żałuję - mam tych dwóch dorosłych, a teraz jeszcze mały "skinek". Zawsze, kiedy wracam, kupuję żonie róże - tyle czasu mnie nie widziała, idę do fryzjera, wsiadam w taryfę i przyjeżdżam do domu jak pan. Jak rzuciłem - powiedziałem nie i siła woli. Piwko - owszem, raz na tydzien, butelkę , nie więcej. Usiądziemy sobie z żoną, porozmawiamy. W kraju - jak na razie - tylko ona pracuje, więc pomagam jej - gotuję obiady, bawię się z małym".

"Ja do Kościoła nic nie mam - teraz budujemy w naszej wsi nowy, więc daję na tacę, dzieci posyłam, a co niedzielę z żoną idę na Mszę. Przed wyjazdem i po przyjeździe zawsze idę do spowiedzi. A tutaj? Robert, wiesz, jakich mam tu kolegów, wiesz jak bluzgają na Kościół. Raz z nimi rozmawiałem, więcej nie będę."

Kiedy wyjeżdżałem do kraju, Ziut specjalnie przyszedł na halę i uścisnął mnie, mówiąc "Do zobaczenia, przyjacielu". Dużo to dla mnie znaczyło.

Robert
Rysował o. Tomasz


Niezbadane ścieżki

PISZCIE PAMIĘTNIKI

...albo nie. Kto chce niech pisze. Ja chcę, więc piszę. Od siedmiu lat. Gwoli prawdy - przez ostatnie półtora roku milczałem. Fragment ostatniego zapisu:

"27.II. poniedziałek

A wczoraj z kolei dzwonił do mnie R. i mówił, że (...) Nie wiem, co to oznacza. Jutro pogadamy."

I w tym miejscu taśma się kończy - nawet nie pamiętam, czy nazajutrz rzeczywiście pogadaliśmy. W dziewiętnaście miesięcy później moje pióro ponownie wędruje między linijkami:

"20.IX. piatek

Chyba powrócę do "czernienia papieru". Jeszcze nie wiem. Póki co, piszę. (...) Dziś (...) Nie zdążyłem (...) A może tylko (...) Już naprawdę nie wiem, co o tym wszystkim sądzić."

Niepokoje i wątpliwości towarzyszą nam niemal co dnia. Gorzej, gdybyśmy ich nie mieli w ogóle. Ktoś napisał: "Wiara nie jest olśniewająca pewnością: ma swoje ciemne noce, a także wielkie przestrzenie światła." Niech wątpliwości będą motorem dla szczerych poszukiwań!

Kiedy dziś patrzę na zapiski pełne niepewności, smutku, czasem cierpienia, ale i tchnące nadzieją, po wielekroć eksplodujące wręcz radością, uświadamiam sobie, jak ważną umiejętnością jest żyć teraźniejszością. Delektować się przemijającą chwilą, odnajdywać w niej Jego Działanie. Nie uciekać w przeszłość albo też głowić się jedynie nad tym, co będzie.

Oczywiście - nie sposób zapomnieć tego, co nas spotkało. Wszyscy jesteśmy niczym walizki pełne bagażu doświadczeń: zarówno dobrych, jak i złych. Zupełnie jak walizki pełne koszul: niektóre pasują jak ulał, inne wręcz przeciwnie. I choć nikt nie lubi nosić rzeczy za małych, uwierających tu i ówdzie, krępujących swobodę ruchów, to nie każdego stać na to, by się od nich uwolnić. Podobnie z negatywnymi wspomnieniami: krępują, ale my ich nie zdejmujemy.

Okazuje się, że pamiętnik jest doskonałym zródłem samopoznania. Nie czytajcie horoskopów. Czytajcie pamiętniki. Pod warunkiem, że najpierw zaczniecie je pisać.

Góral Nadmorski


Nowiny i starocie

Spotkania wspólnoty w soboty o godz. 18.00 w klasztorze Ojców Franciszkanów w Gdyni, na Wzgórzu Św. Maksymiliana. Rozpoczynają się wspólną Eucharystią.

Czas jedności 22.30 - czas modlitwy za wspólnotę.

Dziś witamy najmłodszego członka "Fraterni" i świeżo upieczonego w Bożym ogniu chrześcijanina. Dobrze, że jesteś. Wspólnota.


ZŁOTO CZY SIANO

Doświadczenia są jakby ogniem: jeśli człowiek jest ze złota, to wyjdzie z nich oczyszczony; jeśli jest ze słomy, to w nich spłonie.

św. Augustyn

Czasem Bóg sprawia, iż znajdujemy się w niezwykłych okolicznościach. Na przykład zaczynają o nas pisać w gazetach, pokazują w TV, przeprowadzają wywiady etc. Wszystko to dlatego, że podobno jesteśmy dobrzy w swoim fachu albo zrobiliśmy coś powszechnie uznawane za ważne. I bach : w światłach jupiterów, w blaskach fleszów: MY ! Zwykli ludzie, coraz bardziej samotni, traktowani jak przedmioty, otoczeni fałszem i obłudą mediów.

Nie ma co się dziwić, że wielu nie wytrzymuje i ląduje w alkoholu czy narkotykach.

* * *

Powyższy obraz może się wydać nieco przebarwiony, ale taka często jest prawda. I nie oszukujmy sie, że "mnie to nie spotka". W przyszłości możesz znależć się w centrum powszechnej uwagi, bez względu na to kim jesteś dzisiaj. Takie niezwykłe doświadczenie może postawić Bóg i na Twojej drodze. Czy starczy Ci sił by być "złotem" ?

* * *

Chcę grać, chcę cieszyć się muzyką razem z innymi. Chcę, by pozytywne treści były oprawione w jak najbardziej profesjonalną formę i były prezentowane wszędzie tam, gdzie znajdą się chętni do słuchania. Ale chcę na zawsze pozostać sobą. Dlatego chciałbym występować pod niezbyt chwytliwą nazwą "Złoto czy siano". Niech przypomina mi o pokorze, cierpliwości i wytrwałości, których tak bardzo potrzebujemy.

cdn. (?)

Marcun


Przygody Fratersów

Rysowała Gosia


Pięta redakcyjna: Robert i Błażej, Gdynia, Ujejskiego 40, tel 220238.
Nieupoważnione kopiowanie w całości lub części zalecane.

Poprzedni numerNastępny numer