Numer czwarty 18.I.97 Pismo Wspólnoty Akademickiej "Fraternia"


MIŁOŚĆ JEST ŁASKAWA

"Miłość Pana jest jak źródło, które ani myśli o wyczerpaniu się,
dawkowaniu, wypominaniu komuś... czyste i życiodajne - daje,
bo nie byłoby sobą, gdyby dawać przestało"

(brat T. Rycinski)

Ostatnio doświadczam w sposób szczególny tego, jak Pan mnie rozpieszcza - obsypuje mnie prezentami, błogosławi mi we wszystkich najdrobniejszych i poważnych sprawach. A co ja na to? Stoję przed Nim zakłopotana i z załamanymi rękoma.

Miłość Pana jest łaskawa. Pan kocha obdarowywać swoje dzieci i "ani myśli o wyczerpaniu się, dawkowaniu, wypominaniu komuś". Niestety, moja postawa wobec tej cudownej Miłości, pokazuje mi, że wciąż Jej nie rozumiem. Przyzwyczajona do życia na świecie, gdzie nie ma nic za darmo, czuję się po prostu nieswojo. Bo cóż ja mam biedna zrobić, cóż mogę dać Temu Wielkiemu Bogu, żeby poczuć się w porządku?! Ja Tobie Panie dam tyle, a Ty mi dasz to i tamto i będziemy kwita. A tu wszystko na głowie. Stoję sobie taka biedna, z załamanymi i pustymi rękoma, bo nie mam nic, dosłownie nic, czym mogłabym zapłacić. Mogę jedynie przyjąć Tę, cudowną, zwariowaną Miłość i pokochać Ją z całego serca.

Ola - ta sama, co na rysunku Izy u góry


RADOŚĆ A BÓL GŁOWY

Dzisiaj młodzież różnie wita Nowy Rok, jedni idą na szumny bal i czesto bez żadnych hamulców bawią się do białego rana, a potem wracają do swoich domów z pustką duchową i bólem głowy.

Nasza grupa młodzieżowa, skupiona we Wspólnocie "Fraternia" w okresie Bożego Narodzenia wyjechała do Ostrzyc i tam w skupieniu i głębokim przemyśleniu (no, no, Robert, nie przesadzaj - red.) rozważaliśmy znaczenie modlitwy. Tam też powitaliśmy Nowy Rok 1997 tańcami. Nie narzekaliśmy na zimno i uboższe zastawienie stołu, ale - "nie samym chlebem człowiek żyje". Za to do naszych domów wróciliśmy z radością i ubogaceniem duchowym.

Robert Głowacki

Inne wspomnienia z Ostrzyc na stronie ostatniej.


Z Z ŻYCIA SMOKÓW...

"Dobrze się widzi tylko sercem..."

Tak łatwo jest mi przyklejać wszystkim etykietki - ten jest dragon (ang. zły smok), tamten znów draggy (ang. smoczuś). Tymczasem w każdym na pozór wielkim i gruboskórnym smoku kryje sie maleńki, bezbronny "draggy", który, drżąc ze strachu przed Szewczykiem Dratewką i nadzianymi siarką baranami, zieje ogniem, szczerzy zęby i przewraca oczyma, byle tylko wydać się groźnym i wielkim, ukryć swą maleńkość i delikatność. A więc - nie dajmy się zwieść!

Wasz Duduś


Fratersi w Ostrzycach

by Iza Olszewska

W kolejce do lazienki są chłopcy i panienki - któż wygra wyscig ten? Rafał ci bajkę opowie, Paweł pogłaszcze po głowie, a może zmorzy cię sen...

 

Przy ciepłej kuchni węglowej (stylowej, choć niezbyt nowej) całkiem przyjemnie siedzieć. Każdy ma inne zdanie, co zrobić na sniadanie, nie mówiąc już o obiedzie.

 

Śniegu jest co nie miara, o. Paweł (w okularach) - jako zabawy król robi użytek z łopaty, wpędza się w tarapaty i ginie pod gradem kul.

 

 

 


Niezbadane ścieżki

W ZANURZENIU

Od szczenięcych lat fascynowały mnie okręty podwodne. Historie wilczych stad, torpedowanych konwojów, U-bootów zarzucanych bombami głębinowymi, które cudem unikały zatonięcia, choć poszycie kadłuba wyglądało jak szwajcarski ser, a woda do wnętrza lała się strumieniami. Niedawna lektura "Okrętu" Buchheima znów podsyciła moją wyobraźnię. Również sam "walczyłem" jako kapitan dowodzący łodzią podwodną, wirtualną, rzecz jasna. W trakcie niemal każdej potyczki zmuszony byłem ratować się ucieczką w morskie odmęty, gdy nieprzyjacielskie niszczyciele uparcie tropiły mój okręt i rzucały niezliczone ilości głębinowych bomb.

Trochę fizyki dla jasności. Ponieważ wraz z głębokością wzrasta ciśnienie wody, bomby, wybuchając, mają osłabioną siłę rażenia. Jeżeli okręt znajduje się dość płytko, jedna może pozbawić go życia. Jednak zejście na zbyt dużą głębokość także niesie ze sobą ryzyko zatonięcia - kadłub ulega zgnieceniu i pęka. Wydaje mi się, że podobnie, ale i inaczej rzecz ma się z Bożym Miłosierdziem. (Stąd wywody o prawach fizyki, wojny podwodnej i bombach głębinowych). I o "zanurzeniu się" w Bożym Miłosierdziu myślę.

Podobnie, bo im głębiej się w Nim zanurzamy, tym jesteśmy bezpieczniejsi, a zło tak łatwo nie wyrządza nam krzywdy. Inaczej, bo możemy czynić to bez ograniczeń i bez obawy, że przygniecie nas ciśnienie i zatoniemy.

Zastanawiam się, dlaczego Bóg często kpi w najlepsze z praw fizyki. Może dlatego, że w oeconomia divina funkcjonuje jedyna reguła - "On, który jest Miłością"?

"Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska" (Rz 5,20b)

Wiedział o tym już św. Paweł, choć w tamtych czasach o łodziach podwodnych nikomu się nawet nie śniło.

Góral Nadmorski

P.S. W Ostrzycach też brak okretów podwodnych, choć jest jezioro. Niestety, zbyt płytkie. cdn. (Oto pierwszy odcinek moich wspomnień z przełomu roku)


Nowiny i starocie

Spotkania wspólnoty w soboty o godz. 18.00 w klasztorze Ojców Franciszkanów w Gdyni, na Wzgórzu Św. Maksymiliana. Rozpoczynają się wspólną Eucharystią.

Czas jedności 22.30 - czas modlitwy za wspólnotę.

10 stycznia - to była smoczna impreza. Urodziny Magdy i Celiny, które uświetnił swoją obecnością Duduś.

11 stycznia - świadectwa Janusza Karca i księdza profesora Andrzeja Kowalczyka o ewangelizacji. Przedpromocja świetnej książki o wszystkim oprócz przepisów. Robert G. miał urodziny - nie obeszło się bez herbacianej bibki.


LEPIEJ NIŻ W RAJU... (WSPOMNIENIA Z OSTRZYC)

Poniedziałek, 3 dni przed... - Wypad sylwestrowy o mały włos nie doszedłby do skutku. Dwadzieścia minut przed kupnem tony węgla CO-palacz Lipiński przebywający w górnych rejonach EB oświadcza zdecydowanie: "Panie, nie chcę mieć z tym nic wspólnego. To pachnie kryminałem." No cóż, w Edenie nawaliła pompa. Brak wody. Gosia i Robert siwieją. Rozpaczliwe poszukiwania lokalu (1,5 h), negocjacje z Markowską: 30 osób, 7 dni, 7 milionów, piętro dla nas, mówi, że będzie ciepło.

Piątek, 27 grudnia. Dzień pierwszy. - Dojazd: eskorta 3 zapakowanych po brzegi samochodów. Na czele Alain Prost Fraterni - Piotr Św. (nie mylić z apostołem Św. Piotrem). Reszta w autokarze - pan w kapeluszu na czele, prostak za nim, zachrypnięty kierowca udobruchany cukierkami. Ostrzyce: jest zimno. Sprzątamy, odśnieżamy (brygada Berenta). Ksiądz kanonik przerażony każe śpiewać kolędy.

Sobota. Dzień drugi. - Pierwsze jutrznie za płoty. Poranny spacer na Jastrzębią Górę, a potem na Anioł Pański do Goręczyna. Rafał biega (na biegówkach - styl klasyczny). Przyjaciele stają się głośni. Kuchnia węglowa wyzwaniem dla pokoleń młodych białogłów. Pani Monika kształci przyszłe synowe w Chrystusie Panu. "Hesed = wierność, "emeth" = lojalność, "Błażej" = konferencja o psalmach. Pies w Brodnicy otrzymuje mrożonki. Andrzej w Sopocie pakuje manatki marząc o odśnieżaniu. Integracja w oczekiwaniu na prysznic (pojawiają się gawędziarze).

Niedziela. Dzień trzeci. - Jest rodzinnie. Ryż z jabłkami. Konferencja o uwielbieniu (Magda Ko.). Stołek w procesji z darami. Dalej śpiewamy kolędy. Spotkanie w grupach osłodzone przyjazdem Miodka. Andrzej w końcu odśnieża Ostrzyce. Paweł wyjeżdża i wraca (syn marnotrawny?). Pewno dużo się wydarzyło, ale jest późno i nie pamiętamy...

Poniedziałek. Dzień czwarty. - Wydarzył się kulig (siostry Stefanikówny w natarciu śniegiem). Dwugłos o wspólnocie wygłoszony przez jednego Roberta + wykresy. Celina robi makaron w sosie konserwowym. Pierwsze przedłużacze przepalone. Przyjechał Grzesio. Gitara ma dosyć kolęd i spada na podłogę.

Wtorek. Dzień piąty. - Przyjeżdża dwanaście osób z oPBOFMConv. na czele. Dużo spania i wolnego czasu. Czekamy na Sylwka. Prysznic się zagotował. Żelazko zaczerwieniło. EUCHARYSTIA. Zabawa. Imć Berent - lwem parkietu. Ostatni weterani zasypiają w kolejce do łazienki o godzinie 8.20 rano.

Środa. Dzień szósty. - Śpimy długo/krótko. Kolędy przed posiłkami. Tańce po posiłkach. Wizyta u Psa. Opowieść o Królewnie Śmieszce (nie kończąca się). Miodek obchodzi pewną skromną rocznicę.

Czwartek. Dzień ostatni, ale nie Ostateczny. - Bałwan w darach. Bitwa na śnieżki. Sprzątamy, płacimy, ksiądz Kanonik żartuje o zakonnicach. Dojeżdżamy do Gdyni. Przed nami sesja.


Pięta redakcyjna: Iwonka, Iza, Góral, Robert, Błażej i inni. Gdynia, Ujejskiego 40, tel. 220238.
Nieupoważnione kopiowanie w całości lub części zalecane.

Poprzedni numerNastępny numer