Numer piąty 1.3.1997 Pismo Wspólnoty Akademickiej "Fraternia"


DROGA

Dziś staliśmy z boku patrząc na idącego Chrystusa, który niósł krzyż. Mój krzyż. Chciałem mu trochę pomóc - zabrakło mi jednak odwagi. A więc będzie go musiał donieść samotnie, bo przecież musi na nim zawisnąć. Historia jest naszym usprawiedliwieniem. Nie zmienimy przecież jej biegu. Zasłona w świątyni zostanie rozdarta. Co odkryje i co odsłoni? A gdzie my wówczas będziemy? Gdzie jest nasze miejsce?

Nie - dzisiaj nie pozwolimy, aby On - Bóg, umarł samotny. Weźmy na swoje barki i rozpoznajmy własny krzyż, nasze "zamknięte obszary", sploty niezabliźnionych ran, miejsca wrażliwe - bolesne i niezapomniane. Nie łudźmy się, iż będzie to ten mały, dziecinny krzyżyk, symbol wiary wiszący nad łóżkiem. Prawdziwy bowiem rósł wraz z nami, stał się kombinacją dobra i zła - każdego wspomnienia, rozmowy, zranienia, radości. Jest więc ciężki, ale sprobuję się z nim zmierzyć. Zostawię własne ślady na piachu Golgoty, bo chcę dołączyć do Chrystusa. Dziś pragnę umrzeć wraz z Nim.

Piotr Św.


GORĄCE ALBO ZIMNE

Odwiedziłem ostatnio mojego dobrego przyjaciela - smoka Mlekopija. Gawędziliśmy sobie spokojnie przy mleczku, gdy nagle mój przyjaciel, pociągnąwszy potężny łyk ze swojej filiżanki, skrzywił się niemiłosiernie, po czym wyprychnął całą zawartość mleczka wprost do doniczki z kwiatami. "Ohydne" - powiedział. Zamarłem w przerażeniu, myśląc, że Mlekopij jest chyba chory. "Tak, tak, uwielbiam mleczko" - powiedział, patrząc na mnie niecierpliwie, - "ale gorące" - aż się uśmiechnął z rozmarzeniem - "albo zimne. Takie letnie to po prostu brrr... paskudztwo." I zaraz pobiegł wstawić garnek na gaz.

A w sobotę znowu spotkanie Fraterni...

Trzymajcie się smocznie!

Wasz Duduś

P.S. A mówią, że Pismo Św. jest nieżyciowe... (por. Ap 3,15-16)


KRAKOWSKIE POWROTY

"Zajączek nr 2 wzywa zajaczka nr 7!" Pamiętacie? I kafejki, wędrówki, sławetny kompleks franciszkanów, i sernik-paschę z koszerną kawą przy akompaniamencie cudownej żydowskiej muzyki, i jajecznicę z 40 (chyba) jaj na śniadanie. Pamiętacie? Ja też pamiętam, ale to nie do tego wracam swym sercem, gdy myślę o Krakowie. I nawet nie do cudów, które nam pokazała na Wawelu zupełnie nieziemska pani przewodnik, ani nie do Witkacego z jego "Tak zwaną ludzkością w obłędzie", ani do Stuhra, który przez całe pół minuty (tak!) wpatrywał się czule ze sceny w moje przepiękne oczęta. Wracam do spotkania z Effatha, do Gosi radosnej jak skowronek. Wracam do wspólnych Eucharystii, do nieco zaspanych jutrzni, do odwiedzin u sióstr klarysek, do rozmowy z Patrycją w kuchni w towarzystwie kipiącej zupy grzybowej, do nocy, którą przegadałam z Asią w łazience, do Kasi opowiadającej o przedziwnych przypadkach ciała pedagogicznego III LO, do sesji zdjęciowej Sylwii, do naszych niezastąpionych chłopaków z takim poświęceniem wyruszających na podbój sklepów w czasie porannych zakupów, - i do Was wszystkich, moje kochane, zwariowane zajączki, które jesteście moim skarbem. Jeśli Kraków był piękny, to dzięki Waszym kochanym, ciepłym serduszkom, moje Fraterniaki. I to do Was wracam, gdy myślę o Krakowie.

Wasz Wzruszony zajączek nr 2.


Niezbadane ścieżki

JAK TA GALARETA

Wielu mówi, że jest bez sensu i prowadzi jedynie do skrzywień. Że tak naprawdę niczego nie zmienia i powoduje zbędne cierpienie. POST. Może dożyjemy czasów, gdy słowo to zostanie wykreślone z "poprawnych" słowników? Dzieci będą pytać rodziców, co oznacza, kiedy przypadkiem zajrzą do Biblii.

Świat niechętnie wspomina o jakichkolwiek wyrzeczeniach, a tych, którzy się owych trudów podejmują nazywa nieszkodliwymi wariatami, dziwakami albo frajerami. "Frajer" nie potrafi jedynie brać i cieszy się, gdy może coś komuś ofiarować. Także część siebie - a to chyba najtrudniejsze.

Bierz, używaj, konsumuj, baw się - hasła z reklamowych iluzji szybko przenikają do naszej świadomości. Może dlatego tak trudno zrozumieć sens postu?

Nie wystarczy sobie czegoś odmówić. Trzeba coś ofiarować. Cokolwiek: pieniądze (bodaj najłatwiej), drogocenny czas i umiejętność słuchania (drugiego człowieka, a nie idiotycznych audycji w radiu czy TV), chwilę refleksji i modlitwy dla Boga za naszych bliskich i za tych, którzy są jakby dalej.

Post zawsze połączony jest z dawaniem siebie. W różnej formie. Trudne. Zdecydowanie łatwiej i przyjemniej jest brać. Truizm, o którym przekonujemy się codziennie. A przecież "życie nie tylko po to jest, by brać". Pamiętajmy: rezygnacja nie jest celem, lecz środkiem.

Krzysztof Zanussi: "Trzeba umieć czasem z czegoś zrezygnować. Człowiek, który tego nie potrafi, jest jak galareta."

Mistrzu, dziękuję za krytykę!

Góral Nadmorski

PS. Rafał ostatnio zachowywał się jak Arcybiskup. Zapytajcie Go, przy jakiejś okazji.


Nowiny i starocie

Spotkania wspólnoty w soboty o godz. 18.00 w klasztorze Ojców Franciszkanów w Gdyni, na Wzgórzu Świętego Maksymiliana. Rozpoczynają się wspólną Eucharystią.

W czasie ferii wysłaliśmy dwa turnusy do Krakowa, jeden był wręcz zajęczy, drugi zaś pełen uroczej dyktatury Tytusa, oba powróciły w wyśmienitych humorach.

A w międzyczasie, jeśli jeszcze nie zauważyliście zaczął się post, czego widocznym we Fraterni znakiem bedzie dotkliwy (dla niektórych) brak przysłowiowych misiów i nie tylko...

23 lutego miało nieodpowiedzialnie miejsce spotkanie odpowiedzialnych naszej wspólnoty, co z tego wyrośnie zobaczymy już wkrótce.

Kurs Filipa: 7-9 marca w Orłowie. Bierzemy karimatę, śpiwór i Pismo Święte.


BABCIA ANNA

Kiedy się dziwić przestanę
Gdy w mym sercu wygaśnie czerwień /.../
Będę znała na wszystko odpowiedź /.../
Lżej mi będzie i łatwiej bez tego
Ścichną szczęścia i bóle wyśmiane /.../
Błogi spokój wyrówna mi tętno
Gdy się życia nauczę na pamięć
Wiosny czułej bolesne piękno
Pożyczona poezja zakłamie /.../
[Jonasz Kofta]

Nie wiem, kiedy w najbliższym czasie przyszłoby mi do głowy zastanawiać się nad swoim przyszłym wizerunkiem, jak nad szanownym Matuzalemem. A tu... ojciec Paweł naswietlił niby prozaiczny, niby odwieczny problem: czym jest starość dla nas - młodych, czy potrafimy zrozumieć jej ciężar (a może przywilej), czy potrafimy wykrzesać z siebie odrobinę szacunku dla niej, czy może z młodzieńczą werwą odrzucamy puste dywagacje (- przyjdzie czas, to się przekonamy, no nie?).

Ha! A może warto przechytrzyć czas i zaplanować sobie starość? Niech nas nie zaskoczy, niech nie będzie miał wyłączności na jej formowanie!? Hmm... bo gdyby się tak zastanowić: babcią pokroju świętej Anny to chyba nie będę (niedościgniony ideał?), bo nie wiem, czy nawet za te 64 lata zdołam przeobrazić się w cierpliwą, bogobojną altruistkę (daj Boże!). Ale z drugiej strony taka BABA- ISKRA to ze mnie też nie będzie. Jak będę się czuła ze swoją starością? ...Kiedy szminka na zwiotczałych ustach będzie farsą, a ulubiony złoty cień na powiekach - szczytem perwersji?

Fakt, istnieją przecież zastrzyki odświeżające ciało i ducha. Jak im tam? ... Zdaje się, że "Radość", "Pociecha z wnucząt", "Kolejna wiosna", "Nadal także dla mnie ten słowik tak pięknie śpiewa". No, i jak się uprę to "nie przestanę się dziwić"! I nie będę znała odpowiedzi na wszystko, i życie mnie czasem zaskoczy.

Podobno starzeć trzeba się świadomie... Ktokolwiek to wymyślił, chwała mu za to!

A gdyby tak był u boku babci Anny jakiś dziadek X, który uparcie i konsekwentnie utrzymywałby, że kocha te zmarszczki, które przy nim powstawały, byłoby wspaniale!

Z nadzieją, że czytaliście z przymrużeniem oka:

R.Z.C. (Ania S.)

P.S. Ja tu gadu, gadu, a może przed smiercią wcale nie zdążę się zestarzeć?

P.S.' A zresztą i tak mam perspektywę godną pozazdroszczenia: starość, a potem siuuupp... i do Boga!


Pięta redakcyjna: Iwonka, Iza, Grzegorz, Robert, Błażej. Gdynia, Ujejskiego 40, tel 220238.
Nieupoważnione kopiowanie w całosci lub części zalecane.

Poprzedni numerNastępny numer