Numer szósty 12.IV.1997 Pismo Wspólnoty Akademickiej "Fraternia"


ODEJŚCIE

To był jesienny poranek. Odszedłem zostawiając tylko małą karteczkę na stole. Byłem "wolny". Tego dnia to ja wybrałem swój ubiór, buty, którymi miałem iść i drogę, po której miałem kroczyć. Ale stało się coś jeszcze - bo to właśnie wtedy opuściłem własny, ciepły, rodzinny dom. Żegnany nie przez bliskich, którzy mnie kochali, a przez bezosobowy dym z komina. Nie wiem, dlaczego odszedłem. Chyba nie chciałem się pogodzić z codziennym, nieustannym rytmem. Nieśmiałe słońce wnikające przez wąskie okienko skrywałem w soczewce mej dłoni. Nie byłem tym jednak usatysfakcjonowany - nie ja. Chciałem dowodów, chciałem pozbyć się niepewności, poznać wyroki mego Boga i ujrzeć Go twarzą w twarz. Teraz wiem, że nie byłem jeszcze gotowy. Ale poszedłem, choć on mnie jeszcze nie wzywał...

Noc przyniosła pewne wątpliwości. Poczułem się jak mała, skomplikowana, ale nie do końca złatana zabawka, która dziwnym zbiegiem okoliczności wdeptana została w miejski trotuar. Zresztą ten trotuar też był mi obcy. Nie był on przecież ciepłym elementem mego dotychczasowego domu. Całe miasto było jakoś dziwnie nienaturalne. Byłem sam, zbyt dumny, by się wycofać. Myślę, że nie byłem zły, miałem dobre intencje, byłem pełen wiary. Widziałem wiele różnych znaków przed sobą. Świat nadal odbijał barwę Nieba, a ja przecież szukałem do tego Nieba najkrótszej drogi, tablicy, klucza...

Tamta pierwsza, jak i każda kolejna noc pełna była gromów, niespokojna i niezwykle ciemna. Natomiast słońce zawsze oślepiające. Początkowo oślepiany tym zwodniczym światłem odczytywałem mijane tabliczki i brałem to za znaki "wstępu do Nieba". Dopiero stopniowo uświadamiałem sobie, że dwa ostatnie słowa przybierają złowrogą formę "nie ma". "Wstępu nie ma" - a więc szedłem nadaremnie, gubiąc dobytek niesiony pod pachą. Czasem kłamstwo tak przystawało do prawdy, że trudno mi było żyć w tej wąskiej szparze. Jeszcze dziś brakowało mi nadziei, ale Bóg przez dobrego człowieka dał mi okruszynę chleba. Dał mi odczuć, że nadal się o mnie troszczy.

Wracam. Idę do domu. nie nadszedł jeszcze mój czas... Wieczorem znowu zjem kolację z bliskimi.

Piotr Ś


Z życia smoków

PO PROSTU SKOCZ...

Ostatnio, jak to ze smokami bywa, zaczęły mi wyrastać skrzydła. Z początku maleńkie, w końcu zrobiły się naprawdę duże. "Muszę latać" - stwierdziłem. Próbowałem tak i owak - i nic. Zwichnąłem sobie tylko łapę i nabiłem porządnego guza. W końcu opowiedziałem o wszystkim dziadkowi. "Po prostu skocz" - powiedział i zapadł z powrotem w smoczą drzemkę. "Łatwo powiedzieć - skocz" - pomyślałem, "no, ale nic, raz kozie (a raczej smokowi) śmierć".

Kiedy stanąłem na szczycie GÓRY i spojrzałem w DÓŁ, zakręciło mi się w głowie. "A co będzie, jeśli..." - nie dokończyłem. Zacisnąłem powieki, wstrzymałem oddech i... skoczyłem! Prawie natychmiast skrzydła wypełniły się wiatrem, a ja poczułem, że szybuję w przestrzeni. Otworzyłem oczy i - aż dech mi zaparło... Naprawdę nie przypuszczałem, że świat jest aż taki cudowny!

Trzymajcie się smocznie

Wasz Duduś

P.S. Z lataniem jest chyba tak, jak z chodzeniem po wodzie... (por. Mt 14,22-33)


WIOSNA

Wiosna to młodość, radość.

Niedziela. Poranek. Od jakiegoś czasu uczestniczę we Mszach świętych wieczornych, więc nie musiałam wyskakiwać z łóżka, by pójść na poranne spotkanie z Panem Bogiem.

Kazała mi wstać moja młodość, która wyczuła za oknem wiosnę. Rzeczywiście, oczy, choć jeszcze nieco zaspane, spostrzegły, co następuje:

Szybko znalazłam się na spacerze z moim ukochanym psem.

* * *

Czasami chodzimy wciąż niezadowoleni. Wyrzucamy Panu, że nie mamy tego i tego..., że nie stało się to i to..., że jesteśmy nieszczęśliwi.

Myślę jednak, że wystarczy szeroko otworzyć oczy - świat jest piękny. Kiedy tak stałam wśród tej wiosny, tej budzącej się dopiero zieleni, oświetlona słońcem i targana ciepłym wiatrem, poczułam, że żyję i że jestem niesamowicie szczęśliwa.

Dziękuję, Panie, za to szczęście, za świat.

Martóh


Niezbadane ścieżki

U KLAMKI

Cóż można robić u klamki? Wisieć, rzecz jasna. "Wiście u klamki, a otworzą wam." (por. Mt 7,7). Jakoś trudno uwierzyć, że to nie jedynie nasze zabiegi, ale najgorętsza modlitwa jest w stanie tak wiele zmienić. Nie trzeba daleko szukać.

Wielu z nas wciąż żyje "filipowym" weekendem. Znakami i darami, których udzielał Pan, gdyśmy z radością i uwielbieniem kołatali. I myślę sobie: nie wiem, czy po tym doświadczeniu będę zostawiał więcej dobra w innych. Mam nadzieję. Wierzę natomiast, że to nasz Rubikon, miejsce, którego przekroczenie rodzi nieodwracalne skutki. Że stanie się ono wejściem w nowe życie, życie dla Jezusa i innych ludzi, może zwłaszcza dla tych, którzy odczuwają brak Jego wszechogarniającej miłości.

Może to sprawiać w nas "wiara, która działa przez miłość" (Ga 5,6), czyli świadectwo życia. Bez niego najszumniejsze nawet słowa czynią człowieka hipokrytą.

Dziękuję Wam za to, że jesteście i za to, co czynicie: za modlitwę, za służbę "najmniejszym", uśmiech, dobre słowo. Za całe dobro. Ad maiorem Dei gloriam!

Co zaś się tyczy wiszenia u klamki, to przynosi owoce. Góralskie słowo!

Uwielbiam Cię, Wielki Kawalarzu!

Góral Nadmorski

PS. Pamiętacie fragmenty Ewangelii z ubiegłego tygodnia? Łuski na oczach apostołów, na oczach Marii Magdaleny. Ileż to razy przemierzam drogę do Emaus? I wciąż te łuski, a On tuż obok...


Nowiny i starocie

Spotkania wspólnoty w soboty o godz. 18.00 w klasztorze Ojców Franciszkanów w Gdyni, na Wzgórzu Świętego Maksymiliana. Rozpoczynają się wspólną Eucharystią.

Tyle spraw się wydarzyło od ostatniego numeru "Okna", że aż trudno wymienić: Kurs Filipa, rekolekcje akademickie, dzień skupienia grupy wtorkowej, Triduum w różnych ciekawych miejscach, np. w Elblagu...

Od 24 kwietnia do 4 maja br. 18 osób z naszej wspólnoty wyjeżdża na rekolekcje do Asyżu. Ojciec Tomasz niecierpliwy?!

Mamy bęben - prezent od Marcina.

Powstała diakonia charytatywna pod skrzydłem Rafała.

dwie nowe grupy formacyjne. Niesamowite...

Dostaliśmy kartkę świąteczną z życzeniami wielkanocnymi od San Damiano. My też im życzymy wszystkiego najlepszego.

 


POSTANOWIŁEM ZWARIOWAĆ!!!

Niedziela. Pan zmartwychwstał. Pan żyje! Eucharystia, na której Lud Boży śpiewa "Alleluja" w takt żałobnego hymnu. Przekazując sobie znak pokoju mierzymy się wzrokiem jak wilki. Wreszcie ofiara została spełniona. Pańszczyzna odpracowana. Można iść od domu.

Po drodze natrafiam na kolejne swoiste "nabożeństwo". Zawsze spotykam ich tu w niedzielę i właśnie o tej porze. Zbierają się w małych grupkach i celebrują wielkie picie. Zawsze ten sam mętny wzrok i "nieważkość" w ruchach. Mieszkańcy Atlantydy zagubieni w czasie.

A przecież Pan zmartwychwstał! Pan żyje! Mam ochotę podejść do nich i krzyczeć: "Zostawcie te ohydne strąki. Przecież to jedzenie dla świń, nie dla was!". Ale boję się, bo może się okazać, że rozrzucam perły zbyt pochopnie. Boję się, że mnie wysmieją, boję się, że nazwą mnie wariatką.

Wiem, jest ze mną trochę nie tak. Chodzę do kościoła, czytam Pismo Św., biegam ciągle na jakąś tam... Fraternię, zadaję się z szaleńcami, napadam z nimi na pociągi, rozwieszam z nimi plakaty, a na domiar wszystkiego twierdzę, że kocham Jezusa. Ciężki przypadek. (Mam nadzieję, że nieuleczalny).

Ale czy mogę żyć inaczej? Czy widząc wszystkie te wielkie rzeczy, jakie Pan uczynił, mogę sobie jeszcze pozwolić na bycie "normalną". Nie! Dzięki Bogu, już nigdy nie będę mogła żyć bez Niego, tak abym nie czuła się jak szczur na śmietniku... Abym nie czuła się jak szczur zaszyty w swojej norze, szczur, który nie wie, że istnieje coś jeszcze poza nią, bo nigdy nie miał odwagi spojrzeć do góry - ku niebu.

Już nigdy nie nasycę się strąkami, bo wiem, że to pokarm dla świń, a ja jestem dzieckiem Boga, i mój Tata daje mi prawdziwe przysmaki. I to w obfitości - po kokardki.

Ach jak cudownie być jego dzieckiem! Jak cudownie krzyczeć "kocham Jezusa!". Jak cudownie być Jego wariatem (ang. banana for Jesus).

Jak cudownie jest być normalnym pośród tych, którzy naprawdę powariowali. (patrz I List św. Jana 5,19).

I jak to cudownie, że nie muszę wariować w pojedynkę. Jak to cudownie, że Pan dał mi całą trzódkę takich małych, kochanych wariatów. Moich kochanych Fratersów, moją kochaną Wspólnotę.

Ola


Pięta redakcyjna: Iwonka, Iza, Grzegorz, Robert i Błażej, Gdynia, Ujejskiego 40, tel 220238.
Nieupoważnione kopiowanie w całości lub części zalecane.

Poprzedni numerNastępny numer