Numer ósmy 11.X.1997 Pismo Wspólnoty Akademickiej "Fraternia"


MIEDNICA WSZECHMOCNEGO

„A kiedy im umył nogi, przywdział szaty
i znów zajął miejsce przy stole rzekł do nich:
ŤCzy rozumiecie, co wam uczyniłemť"
(J 13,12)

Czy rozumiecie, co nam uczynił? Ten, który wstał od wieczerzy, przepasał sie jak sługa i umył nogi swym uczniom - czy rozumiecie, co nam uczynił? Ten, który bedąc Wszechmocnym wybiera zwyczajną miednice z wodą i podchodzi, by mnie umya. A ja stoje, bo mi głupio, myśle sobie: „Tak nie wypada. No rozumiem jeszcze rece, ale nogi? Czemu nogi?" Głupio mi, bo nie rozumiem, co mi uczynił, bo wstydze sie pochylia komuś aż do stóp, bo szkoda mi wstawaa od stołu („może już nie bedzie deseru jak wróce?!"), bo może jakiś Szymon Piotr nie pozwoli mi sobie usłużya, bo..., bo..., bo...

Wybacz Panie, że jeszcze nie rozumiem, że jeszcze nie potrafie. Staram sie, zginam to moje harde serce, tylko ono wciąż jeszcze tak wysoko. Tyle jeszcze brakuje, by dorosło do czyichś stóp! Wiec na razie choa tyle moge: nakazaa milczea mym dumnym ustom, gdy to Ty podchodzisz, by mnie obmya i pozwolia Tobie koronowaa mnie Twoją miłością.

Czy rozumiecie, co nam uczynił?

Beata


okno8_1.gif (2630 bytes)ŁOWY

Dedykuje Kasi, która ma odwage marzya w innych kategoriach

„Człowiek współczesny szuka przyjemności bez szcześcia,
szcześcia bez zadowolenia, zadowolenia bez mądrości."

(Maria Grossek-Korycka)

Nie idzie panna licealistka na połowinki, bo zamierza czerpaa doznania estetycznoemocjonalne z „Pożegnania z Afryką". Błąd. Bo jak wyzbya sie potem złudzeń i pogodzić z rzeczywistością, w której nie jest sie magnetyczną baronową Blixen, a wystepujący w roli flakonika z esencją meskości Robert Redford nie ma w Trójmieście sobowtóra?

Inny, porażająco realny scenariusz: wskakuje jednak dziewcze w 'małą czarną' i z nadzieją hulającą po całym jestestwie pedzi na impreze. Też błąd. Bo z huczącego, rozpychającego sie, zataczającego sie dyskotekowego świata też raczej trudno wyłuskać ideał, który nie zostanie obalony w świetle pierwszego szarego dnia.

I ja tam byłam (miodu nie piłam), a ponieważ mogłam raczej robić za dinozaura, niż za współuczestniczke tanca nadziei, gapiłam sie zachłannie.

Patrzyłam jak miotają się w 'pudełku', w którym było aż gesto od pragnień i marzeń. Było w nich coś miedzy odwagą a szaleńczą desperacją. Miedzy odwagą do marzeń a desperackim sposobem na ich realizację. Myślę, że wiele osób przyszło z przekonaniem, iż będzie to wielki początek. Wielki początek wielkich miłości, wielkich przyjaźni, znajomości, głebokich więzów. Takie polowanie na bratnie dusze, ewentualnie 'drugie połowy' (nie 'połóweczki', których nota bene sobie nie szczędzono). Ale czy nie pomylili miejsca, metod, czasu... Oni nie wyszli na spotkanie piękna, oni wylecieli na to spotkanie z impetem. A piekno nie lubi być prowokowane...

Parę obrazków: na podium smukła brunetka zapamietale rewidowała nie opierającego sie kolegę. Najpierw pozbawiła go szykownej koszuliny (ekspozycja muskulatury). Ale kiedy obnażyła majteczki młodziana, ten nieco sie zmieszał (dziwne - w świetle stroboskopowym majteczki wyglądały na śnieżnobiałe) i postanowienie o całkowitej ekspozycji, które malowało się na twarzy herosa prysło.

Niedaleko na ławeczce jakaś para przeżywała chyba cieżkie chwile. Najwyraźniej chłopcu nie spodobała się bluzeczka partnerki (a, wybredna bestia!) i systematycznie usiłował pozbawić dziewcze niegustownego wdzianka.

Ciekawym zjawiskiem są chłopcyprzylepy (przyklejają sie za początkowo niczego nieświadomą partnerką). Pręży sie taki człowieczek i pręży. Wywija rekami jakby był zaopatrzoną w macki ośmiornicą i zionie wysokopromilowym oddechem.

Niektórzy prezentują zaawansowaną depresję, próbując zawojować świat obnażonym ciałem. O ile piękne meskie(?) ciała wzbudzają we mnie pozytywne doznania estetyczne (i nie tylko), to widok skrępowanych swoją nagością donżuanów jest raczej żałosny.

Okoliczności zmieniają ludzi, to fakt. Ten sam obiekt, który rano na lekcji siarczyście bekał (- z relacji siostry), w lokalu całuje szarmancko koleżanki w rączeta - dopóki jest trzeźwy. Potem stać go już tylko na prezentowanie min oswajanego pawiana (oj, ciągnie mnie do Afryki...)

Paul Claudel powiedział, że „od muzyki piekniejsza jest tylko cisza". Ale bywają rodzaje muzyki, bywają dawki muzyki, od których piekniejsza jest nie tylko cisza, ale nawet bulgocząca w garnku woda. Cisza leczy dusze, więc zawiedzeni po imprezie pierwszej i trzydziestej pierwszej - łączmy sie w ciszy!

Wychodząc z lokalu z obolałą głową, śmierdząc papierochami i z bagażem obserwacji, czułam na sobie wypełzający z tamtego miejsca niefizyczny brud. Ale teraz myślę, że może po prostu nie potrafiłam zauważyć tych wszystkich kształtów i kolorów, które poszczególni ludzie wykreowali dla siebie, i które były dla nich cenne, wartościowe. Może brud i bałagan towarzyszy na ogół tworzeniu rzeczy pięknych i solidnych? Palce garncarza tworzącego piekne naczynia też są brudne...

R.Z.C. czyli Ania S.

Uważam, że trzeba na nich bywać od czasu do czasu, gdyż przy odrobinie starań bywają kształcące. Ja sama nie chciałabym „pląsania" wykreślić z harmonogramu życia…


Niezbadane ścieżki

GÓRAL ZA MORZEM

…czyli (bez) senność w Seattle.

Pierwsze dwa tygodnie były nadzwyczaj senne. 9 godzin różnicy sprawiało ogromną różnice mojemu organizmowi, wiec całymi dniami snułem się jak nieprzytomny.

Podczas jednej z drzemek poczułem, że trzesie sie kanapa. Pomyślałem sobie - co za głupi dowcip. Ale trzesło sie podejrzanie długo, a nikogo nie było w pokoju. Po chwili zorientowałem sie, że przeżyłem trzesienie ziemi. Okazało sie niezbyt silne (4,9R) i trwało kilka sekund. Ciekawe, że nawet nie zdążyłem sie przestraszya.

Natomiast najadłem sie strachu (ale w portki nie narobiłem), gdy razu jednego drajwowałem se po friłeju (drive on the freeway). Ulewa, a ja wjeżdżam w bardzo ostry zakret z predkością 50 mil na godz. (80 km/h). Czuje, jak samochód zaczyna tanczya od lewej do prawej. W ciągu kilku sekund rozpaczliwych prób wyjścia z poślizgu błyskawicznie wyobraziłem sobie możliwe konsekwencje, łącznie z własnym pogrzebem. Wyszedłem na prostą, wiec nie trzeba było zamawiaa trumny.

Przypomina mi sie jeszcze pewien poranek, gdy jadąc do pracy, trzykrotnie zabrakło mi paliwa. Ostatnią krople benzyny zużyłem na 20 metrów przed stacją benzynową i siłą rozpedu dotoczyłem sie pod dystrybutor.

To raptem 3 zdarzenia, w których udało mi sie wybrnąa z niezłych tarapatów. Znalazłoby sie ich wiecej.

Jedni powiedzą - szczeście. Ja powiem - Boża Opieka w osobie Anioła Stróża. Mój Anioł Stróż z pewnością cierpiał na bezsennośa. Deo gratias. (cdn)

Góral Nadmorski


Pięta redakcyjna: Bogusia i Błażej, Gdynia, Ujejskiego 40, tel 220238.
Nieupoważnione kopiowanie w całości lub części zalecane.

Poprzedni numerNastępny numer