Numer dziewiąty 25.X.1997 Pismo Wspólnoty Akademickiej "Fraternia"


O znaczeniu słów

Gdybyśmy dzisiaj zrobili sondę na ulicach z pytaniem: "Co widzi Pan(i) patrząc w górę?", większość ludzi odpowiedziałaby na trzy sposoby: niebo, chmury, gwiazdy (reszta, która zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia, kombinowałaby ze sputnikami, pyłem gwiezdnym i czarnymi dziurami).

Jednak była kiedyś taka epoka, nazywana Średniowieczem, gdy każdy przechodzień odpowiedziałby "Niebo". Tak, z wielkiej litery. Nie oznaczało to słowo wtedy tylko pewnego niebieskiego (ew. granatowego - zależnie od wytrzymałości sondującego i sondowanych) sklepienia nad nami (nimi). Oznaczało to słowo przede wszystkim Boga i Opatrzność, i to średniowieczny człowiek (Europejczyk) miałby na myśli.

A co my mamy na myśli?

W XX wieku, siedząc wygodnie przed ekranem telewizora, popijając ?samodzielnie wybraną? Coca-Colę, oglądamy, w przerwach między jedną reklamą a drugą, wybitne seriale historyczne ("Herkules" i "Nowe przygody Robin Hooda").

Wydaje się nam, że w tym pluralizmie odpowiedzi na pytanie "Co w górze?" zawiera się najnowszy wynalazek naszej nauki - "obiektywizm". Czerpiemy jednocześnie z telewizji stereotypy złych XIV-wiecznych biskupów i księży, przekonujemy się o wyższości relatywizmu (in. luzactwa) nad dogmatycznymi poglądami. Wszelkie wątpliwości pomaga nam przełknąć Red Bull.

Wielu z nas śmieje się z całkowitego podporządkowania życia wierze w poprzednich epokach, do tego stopnia, że na określenie jednej z najciekawszych i najpiękniejszych epok (patrz publikacje Le Goff?a, B. Zientary itp.) stać nas było tylko na obskuranckie określenie "średniowiecze", które zakłamuje nam obraz tych czasów. Odrzuciliśmy ich negatywy wraz z pozytywami. Patrzymy ze zdziwieniem na procesje, litanie i różańce. Ale czyż nie uczyniliśmy tego z lenistwa, a rozumowania nie zastąpiliśmy uprzedzeniami?

Wrzućmy do kosza wszystkie nasze stereotypy (razem z niedopitym Seven-Up'em) i zobaczmy, że Bóg jest wśród nas, żyje i nie umarł zamknięty którąś tam stroną "Ilustrowanej Historii Świata". Bóg nie jest Historią, On jest ponad nią.

Michał z Kościerzyny


Prawdziwy obowiązek

"Moim prawdziwym obowiązkiem
jest ocalić własne marzenia."
(Modigliani)

Już dawno zwróciłam uwagę na tę myśl i kiedy czasem zastanawiam się nad sobą, dochodzę do wniosku, że moje życie w znacznej części upływa na zamienianiu marzeń w rzeczywistość. W chwili otwartości przyznam się Wam, że studiuję medycynę tylko z tego powodu. Zawsze uważałam, że to, co robią lekarze jest niezwykłe. Na podstawie zadawanych pytań, obserwacji i tajemniczych papierków z laboratorium potrafią stwierdzić, co komu dolega. Nie dość tego, również wiedzą co zrobić, by człowiek wyzdrowiał. Ta właśnie fascynacja kazała mi wybrać Akademię Medyczną za swoją Alma Mater.

Zastanawia mnie, dlaczego istnieją ludzie niezadowoleni z życia i wiecznie narzekający. Czy oni nie czują się odpowiedzialni za to kim są i co robią? Najdziwniejsze jest to, że zależy im, by wszyscy byli podobnie do nich nieszczęśliwi, najlepiej, żeby cały świat pogrążył się w zbiorowej depresji, przecież ?nie warto, nie uda się, nic nigdy się nie udaje?. Staram się ich jakoś usprawiedliwiać, niech będzie: mają jakieś problemy emocjonalne, nie potrafią dojść do ładu ze sobą, trzeba im współczuć.

Ja jednak sama nie wierzę w to, co teraz o nich napisałam. Nie jestem w stanie zrozumieć takiej postawy, nie mam dla tych antypatycznych dekadentów żadnych usprawiedliwień. Proszę Was, nie bądźcie do nich podobni. Nie pogrążajcie się w letargu, gońcie wasze marzenia, złapcie je i nie pozwólcie im uciec. Niech nigdy nie zabraknie Wam odwagi, by podjąć prawdziwy obowiązek - ocalić własne marzenia.

Basia


Porządki

Kazałam mu odejść. Zostawiłam go. Powiedziałam, że nie pociąga mnie już wcale jego ciemny, modny garnitur i błyszczące oczy. Zbyt często mnie okłamywał. W dodatku bywał nudny, no i czasami nie chciał mnie słuchać. Był taki nieposłuszny i w ogóle. Do tego miał problem z utrzymaniem czystości.

Poinformowałam o mojej decyzji rodzinę. Powiedzieli tylko, że oni wciąż go lubią. Trudno.
Widzimy się tylko czasami. Spotykamy się na jakimś "dobrym filmie" lub Kalamburach.
Od miesiąca mój telewizor kurzy się w piwnicy.

Martóh


Na parapecie poezji przysiadło?

Ukazał się Pan

Dzwony pierwsze uklękły
tonacją powitania,
wierni niewierne podnieśli głowy
rozpoczął się
fragment dnia z kalendarza
na niedoczytanych Słowach skupiony.
Rozwinięto modlitw kobierce
takie ludzką ręką tkane,
muzyką i śpiewem głośniej przemówiły
dusze głosów słabych;
w zderzeniu z delikatną ciszą
gruchnęły orzechy grzechów
rozpadając się na drobne kawałki,
i gdy jeszcze pośpieszne kroki
zmęczeniem w nogach drżały,
a płomień wydobytych świec skruchy
pochylone głowy rozpalił
nadszedł,
ukazał się Pan
właśnie niosą dary;
składają mu starania
w scenkach Jego chwały,
wodą, chlebem i winem
goszczą Go nieśmiale.
A On jak czyni to zawsze
usiadł, złożył swe szaty
opowiedział o Ojcu
i podzielił się swoją Ofiarą.

Paweł Baranowski


Spotkania Wspólnoty Akademickiej "Fraternia" odbywają się w soboty o godz. 18.00 w klasztorze Ojców Franciszkanów w Gdyni, na Wzgórzu Św. Maksymiliana. Rozpoczynają się wspólną Eucharystią.

Zapraszamy.


Niezbadane ścieżki

Góral za morzem...

...czyli ogrody zawiłości.

Nigdy nawet przez myśl mi nie przemknęło, iż kiedykolwiek będę pracował jako ogrodnik. Stało się. Praca chwilami uciążliwa (zwłaszcza, gdy grałem w tercecie z drzewem i piłą łańcuchową), ale dająca tak wiele satysfakcji. Kiedy dzień po dniu zapuszczony dotychczas ogród, pełen przerośniętych i zaniedbanych krzewów, odzyskuje wdzięk i piękno, aż się chce śpiewać. No, ale zanim sobie człowiek zaśpiewa, to wpierw musi się nieźle nagimnastykować. Praca ogrodnika, nawet gdy upał osiąga 88° F (=32°C), przynosi wiele spokoju i wyciszenia. I nie jest bezmyślnym obcinaniem, piłowaniem i wyrywaniem, jak można by sądzić. Angażuje i głowę, i serce. I co także bardzo istotne - wymaga systematyczności. Chwasty wyrastają niezwykle szybko, a każda roślina wymaga pielęgnacji.

Może właśnie dzięki moim poczynaniom, odczytuje ogród jako wspaniałą metaforę relacji z drugim człowiekiem. I tym sposobem każdy jest ogrodnikiem, który powinien dbać o powierzone mu ogrody. Czasem jest to mały ogródek, może nawet grządka, a czasem wielka plantacja. Myślę sobie, że im więcej łączy mnie z drugim człowiekiem, tym więcej "hektarów", które przyszło mi "uprawiać". "Hektary" wolnego czasu, wyrozumiałości, współodczuwania, zaufania, poświęcenia, czasem rezygnacji z siebie, ale i wspólnych radości.

Wpierw nasiona, następnie owoce. A potem można już tylko śpiewać... (cdn.)

Góral Nadmorski


Kartka z podróży

Pokój braciom i miłość wraz z wiarą
od Boga Ojca i Pana naszego Jezusa Chrystusa.
Łaska niech będzie ze wszystkimi, którzy miłują
Pana naszego Jezusa Chrystusa w nieskazitelności.
(Ef 6, 23 n)

P. S. Czasem, gdy przechodzimy obok żebrzących biedaków pochylamy się i rzucamy monetę, która na pewno nie jest wdowim groszem? Ostatnio tolerancja i humanitarne podejście do ludzi stały się wyznacznikami człowieczeństwa?

POLSKA (najpierw)

Ja również starałem się być tolerancyjny. Bo dlaczego nie? Akceptowałem innych. Rumunów też. Czyniłem heroiczny wysiłek, aby zobaczyć w nich ludzi takich, jak my i byłem dumny, że mi się to udawało. A to, że słowo "Rumun" to synonim nędzarza ? no bo przecież tak jest, no nie? To nie psuło mojego humanitaryzmu i tolerancyjności. Wszyscy ludzie są tacy sami, równi.

GRANICA BUŁGARSKO - GRECKA (później)

Przejazd przez Bułgarię trwał dużo dłużej niż powinien. Czułem się fizycznie i psychicznie wykończony. Szlaban z napisem "Hellas" to dla mnie drzwi z ciemnej piwnicy do ogrodu kwiatów. Przede mną tylko autobus pełen rumuńskich "turystów". Czekają z tobołkami rozłożonymi przed sobą, na wyrok celnika, który każdemu po kolei robi "pilota". Pokazuję urzędnikowi paszport, a on z uśmiechem mówi łamaną polszczyzną: "Witamy". Biorę nietknięty plecak i defiladowym krokiem przechodzę przed rzędem handlarzy. "Jak dobrze być Polakiem" - myślę.

RUMUNIA (wcześniej)

Anija była chyba w naszym wieku. Poznaliśmy się w drodze z gór do pewnego miasta. Bardzo mi pomogła? i po angielsku mówiła. A to miasto było całkiem takie, jak nasze? może trochę bardziej zaniedbane. Za to ludzie jacyś życzliwsi. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie następne miasto - było piękne. To zaskoczenie uświadomiło mi, że moje pojęcie równości było do kitu, złudą, mirażem? było wielkopańskim pochylaniem się, aby się "zrównać". Jedna obiegowa opinia, którą przyjąłem za swoją, wypaczyła moje humanitarne i tolerancyjne spojrzenie na człowieka. Postanowiłem stanąć na tym samym schodku. Ale czy to łatwe?

BUŁGARIA (codzień)

Siedziałem w czymś, co dawniej było parkiem. Jadłem wspaniałą brzoskwinię. Delektowałem się smakiem. W pobliżu stał kosz na śmieci. Rzuciłem pestkę i trafiłem. Byłem z siebie zadowolony. Po chwili zza pobliskich krzaków wychodzi kilkuletni chłopczyk. Spogląda na mnie dużymi brązowymi oczyma i drapie się po kołtunie, którego chyba dawno nie dotykała ręka matki. Wyciera wierzchem ręki nosek i lękliwie podchodzi do kosza. Nachyla się tak głęboko, że niknie w nim do pasa. Po chwili wyjmuje moją pestkę i zaczyna dojadać resztki miąższu?

...a Chrystus nie pochylał się nad nami, tylko zszedł ze swej boskiej wysokości pomiędzy nasze ludzkie niskości i tak się uniżył, że mogliśmy wcisnąć na Jego głowę koronę z ciernia?
...a Chrystus nie każe nam patrzeć na innych z humanitaryzmem i tolerancją, ale kochać?
...bo kochać to nie pochylać się nad kimś, ale uniżać się?
...bo nie mamy tolerować innych, ale ich miłować?

Ale czy to łatwe?

Wasz.


Pięta redakcyjna: Bogusia i Błażej, Gdynia, Ujejskiego 40, tel 220238.
Nieupoważnione kopiowanie w całości lub części zalecane.

Poprzedni numerNastępny numer