Świadectwa

W tym dokumencie znajdują się tylko trzy świadectwa. Inne można znależć w siódmym numerze Okna - naszej gazetki.

Bóg - Ojciec

Chciałbym podzielić się najwspanialszym doświadczeniem rekolekcji w Wetlinie - odkryciem Bożej Opatrzności i Ojcowskiej Ręki prowadzącej mnie od urodzenia.
Przed rekolekcjami wydawało mi się, że wierzę, iż Bóg jest obecny w moim życiu. Modliłem się do Niego, ufając, że mnie słucha. Mówiłem: "Tato, dziękuję Ci za to, że mnie kochasz!" Wszystko wydawało się być w porządku. Dzisiaj widzę, że poruszałem się w sferze abstrakcji.
Podczas rekolekcji dostrzegłem konkretne porzejawy Bożej Miłości w moim życiu - tej Miłości przez największe M. Często niezrozumiałej i trudnej dla nas do zaakceptowania (Boże, przecież ja wiem lepiej!). Często wymagającej i stawiającej zadania (Boże, czy muszę?). Za to najwspanialszej, bo bezwarunkowej i do końca.
Moje życie zaczęło się układać w moich oczach, niczym puzzle, w ciąg wydarzeń w których Ojciec przciągał mnie ku Sobie, uczył i prowadził.
Przez wszystkie czasy niewiary - zachłyśnięcia się wolnością i buntu przeciw temu, co stare; racjonalistycznego kultu rozumu i nauki; Boga "pod warunkiem", "ale", "wtedy, gdy" - uczył mnie swego prawdziwego oblicza. Przemieniał moje dziecięce pojęcie o Sobie w bardziej dojrzałe, prawdziwsze. Po każdym kryzysie stawał mi się bliższy.
Przez samotność mimo tłumu ludzi i grupki przyjaciół, miłosne zawody, niezadowolenie z Kościoła, brak wspólnoty, w której czułbym sie dobrze, przygotowywał mnie na spotkanie z Sobą, wzbudzał pragnienie Boga żywego i budował tesknotę.
Przez rodzinę, katechetów, innych księży, wspaniałe wychowawczynie, przyjaciół, znajomych i nieznajomych, a przede wszystkim Maryję, umacniał mnie i podnosił z najgorszych upadków.
Przez moje kończące się zwykle porażkami samotne próby walki z wadami, przez upadki mimo najlepszych chęci, przez bezsilność, uczył mnie, że bez Niego nic nie mogę uczynić.
Szukalem szczęścia i pokoju w rożny sposób. Później, gdy zrozumiałem, że zaspokojeniem moich tęsknot i pragnień może być tylko Bóg, szukałem ludzi, którzy zaprowadziliby mnie do Niego - porażka za porażką. Wreszcie, gdy zdesperowany zacząłem szukać Jego, "wszystko zaczęło się samo układać". Ojciec pozwolił mi Siebie doświadczyć i uwierzyć; przywiódł mnie do wspólnoty i dalej prowadził. W Wetlinie przyjąłem Chrystusa jako mego jedynego Pana i Zbawiciela.
Dziś widzę moje życie, jako konkretny plan Boga "zmagającego" się z moim ludzkim ja i moją chęcią decydowania. Przypominam sobie coraz to nowe-stare wydarzenia i odkrywam na nowo ich sens i znaczenie. Widzę, ze Bóg był zawsze ze mną - nawet wtedy, gdy Go nie odczuwałem lub wręcz odrzucałem. Pozwala mi to wierzyć, że Bóg-Miłość "zawsze świeża i nowa" prowadzi mnie teraz i będzie to robił, aż mnie do Siebie ostatecznie przyciągnie.

Krzysiek M.


Nie ja, ale Ty

Boże, Ty jesteś blisko mnie, razem z Tobą wędruję przez życie, rozwiązuję problemy i przeżywam chwile radości. Nie zawsze zdawałem sobie sprawę z Twojej miłości i obecności przy mnie. Po prostunie chciałem sobie tego uświadomić. Wydawało mi się, że poradzę sobie w życiu sama. Zawsze osiągałam to, co sobie zamierzyłam. Nigdy nie przegrałam, nie "wyleciałam z siodła". Nie wiedziałam, co się dzieje wokół mnie, co robią inni, pod oczami miałam wytyczone sobie cele. Tak było do pewnego czasu. Stopniowo coś zaczęło się psuć. Z zewnątrz wszystko było w porządku, ale rozsypywałam się od środka. Życie robiło się coraz trudniejsze, określałam to jako ból egzystencji. W głębi duszy byłam małą zapłakaną dziewczynką, najmniejszą niebieską myszką. Czułam pustkę, której nic nie mogło zapełnić; dusiłam się.
Bóg był wtedy razem ze mną, chyba niósł mnie na rękach, dlatego nie narobiłam zbyt wielu głupstw. A ja nie potrafiłam uwierzyć, że mnie kocha. Nie mogłam sobie wyobrazić, że można kochać kogoś tak po prostu, za to, że jest, że nie trzeba spełnić żadnych warunków by zasłużyć na Bożą miłość. Teraz już wiem, że kiedy się powie: Boże prowadź, Ty jesteś moim Panem i Zbawicielem i kiedy się Boga ustawi na pierwszysm miejscu, to cała reszta sama się ułoży, a Bóg osuszy nasze łzy, poskłada połamane serca i wyleczy poranione dusze.
Nie chcę iść przez życie sama, Boże ty wiesz, czego mi potrzeba, prowadź mnie - Twoją najmniejszą niebieską myszkę Basię swoimi ścieżkami.

Basia


Tak Jezu, za Tobą!

Od czasu gdy tylko dojrzałem miałem problemy ze swoją cielesnością. Między innymi to było powodem mego stopniowego odchodzenia od Kościoła. Najpierw przestałem czynnie uczestniczyć we Mszy Świętej, potem chodziłem (lub udawałem, że chodziłem) do kościoła tylko żeby nie denerwować rodziców. Gdy wyjechałem na studia do Torunia w ogóle przestałem się modlić. Moim sposobem na wszelkie trudności było oddawanie się bezmyślności: onanizmowi i grom komputerowym. Po pierwszym roku i przeniesieniu do Warszawy doszedł do tego jeszcze alkohol. Sam nauczyłem się palić papierosy, bo chciałem spróbować haszyszu. Wszystko to było bardzo czadowe, lecz nie dawało uspokojenia - szukałem wiec coraz mocniejszych wrażeń w tym co robiłem.

Gdy Mirka zaprosiła mnie do Wetliny nie dotarło do mnie, ze mają to być rekolekcje, bo bym nie pojechał. To słowo kojarzyło mi się zawsze ze "spędem" całej szkoły do kościoła i straszliwymi nudami. Nie chciałem zostawać, gdy uświadomiłem sobie, że to jednak będą rekolekcje. Pierwsza Eucharystia była dla mnie wstrząsem: śpiewy, granie, klaskanie, spontaniczna modlitwa wiernych i znak pokoju, w czasie którego po raz pierwszy w życiu usłyszałem słowa: "Dobrze, że jesteś". Zostałem z Fraternią i postanowiłem zobaczyć co będzie. Już drugiego dnia uświadomiłem sobie, że Jezus zadaje mi pytanie: "Idziesz ze mną, czy nie?". Trochę mnie to przerażało, zmagałem się z tym i bałem tej decyzji, bo jednocześnie czułem się całkowicie wolny w tym wyborze. Aż do przedostatniego dnia, dnia pustyni - momentu podjęcia decyzji o podpisaniu Krucjaty, nie mogłem sobie z tym poradzić. W dniu wyjazdu w czasie Eucharystii pomyślałem: "Tak Jezu, za Tobą!" i poczułem się gdzieś tak pół metra nad ziemią. Może to dziwne, ale to podróż powrotna była dla mnie najwspanialszą częścią całych rekolekcji. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną w Warszawie, ale teraz proszę Boga, by działał w moim życiu. On mnie uzdrawia i daje siły.

Chwała Panu!

Krzysiek S.